Tym, którzy -chętnie czy nie- rozpaczają nad przerostem formy nad treścią polecam z całego serca " In treatment". Bynajmniej nie zalecam tym zdaniem leczyć się psychiatrycznie, tylko namawiam do obejrzenia serialu HBO pod takim tytułem. Serial (będący amerykańską wersją izraelskiego BeTipul) oferuje czysty minimalizm od strony formalnej, rozgrywa się od (tylko 25 minutowego) odcinka do odcinka prawie wyłącznie na kanapie w gabinecie psychoterapeuty, a za cała fabułę służą dialogi (niekiedy i ich brak ) między owym psychoterapeutą Paulem (tutaj rewelacyjny Gabriel Byrne) i jego pacjentami.
Tych, którzy preferują formę nad treścią też namawiam do odkrycia nowych światów-sposób wysławiania się niektórych osób buduje niezwykłe rusztowania aż pod niebo- warowne, piękne, chwiejne, przy czym autorzy scenariusza z niezwykłą precyzją zadbali, by każdy słowo i szczegół miały swoje uzasadnienie (nawet godziny wizyt pacjentów mają swoje daleko idące w skutkach konsekwencje), a emocjonalnie na ekranie rozgrywa sią tak wiele, że jedno jedyne przesunięcie kamery z lewej strony głowy psychiatry na prawą powoduje wstrzymanie oddechu widza. Słowo "akcja" nabiera w tym serialu nieznanych dotąd znaczeń ;)
Oczywiście powstaje pytanie, czy przegadane sesje psychoterapeutyczne jakichs zapewne przegranych mogą w ogóle być skonstruować coś ciekawy serial tv? Czy może być coś gorszego niż grzebanie w duszy innych ludzi? No i psychoterapia jako taka. Kto normalny tak naprawdę potrzebuje psychoterapeuty? I jak się z kimś takim identyfikować?
Co mamy. Każdy odcinek to spotkanie z jedną osobą. Po pięciu odcinkach ta osoba powraca. W sezonie pierwszym w poniedziałek spotykalismy Laurę, we wtorek Alexa, w środę Sophie, w czwartek małżeństwo Amy i Jacka, by wreszcie w piątek z zaskoczeniem spotkać naszego psychoteraupetę Paula też na kozetce innego psychoterapeuty Giny. Z biegiem czasu (9 tygodni) poznajemy te osoby w sposób, które one same by siebie nigdy nie poznały, by po chwili musieć porzucić nasz obraz i przebudowywać wszystko na nowo. Ponoć w USA (jak na początku i w Niemczech) odcinki transmitowano codziennie, co siłą przyzwyczajenia mocniej angażowało widza. Oczywiście są rozmowy o seksie, przemocy w rodzinie, inicjacjach, dzieciństwie, uzależnieniach, psychogierki słowne, manipulacje, próby przejęcia władzy czy odzyskania kontroli, zabawy w pana Boga, nieoczekiwane wybuchy i przełomy, tragedie i farsy, wszystkie te instrumenty (nad)używane w serialach filmowych, by przykuć uwagę odbiorcy, ale mimo wszelakich trików jest to serial, któremu udaje się wyjątkowo wiarygodnie i nie na wycinki pokazać autentyczną głębię ludzkich motywacji, tego przemieszania własnych wyobrażeń i działań z intencjami i impulsami wraz w zestawieniu z ich konsekwencjami dla wnątrza. Nawet jeśli dostrzega się sznurki, to wciąż czuje się ich siłę.
Aktorsko serial jest na najwyższym poziomie, myślę też, że i dla aktorów ten serial musiał być wyzwaniem. Na pewno będę śledzić dalsze poczynania każdego z nich. Szczerze powiedziawszy, aż się boję siegnąć po drugi sezon (w USA powinien być niedługo nadawany trzeci, co ponoć stawia autorów przed nowym zadaniem, jako że orginalny senariusz został już wyeksploatowany) nie wierząc tak do końca, że autorzy mogą teraz uniknąć powtarzania schematów czy spłaszczenia charakterów.
Pytaniem powracającym w pierwszym sezonie jest i dyskurs, czy wiedza o przyczynach własnego działania poprawia je, czy mu szkodzi; krótko mówiąc, sens terapii jako takiej i już to wprawiło mnie w zachwyt.Bo rzeczywiście jest o czym dyskutować. Pod koniec sezonu dowiadujemy się nawet , że psychoterapia jest w sumie prostytucją, skoro opiera się na opłacie za domniemane symulowanie uczuć i poruszanie intymnych spraw, które przecież powinny być tylko udziałem rodziny.
Jako widzowie zauważamy, jak Paul stara się stworzyć sytuację terapeutyczną (w sensie: leczącą) i jak często napotyka się na własne ograniczenia. Pod koniec pierwszego sezonu musi skonfrontować siebie samego jako terapeutę z sobą samym jako... no własnie kim, mężczyzną, mężem, ojcem.?
"Niekiedy największą podróżą jest pokonanie dystansu między dwojgiem ludzi".
"Niekiedy największą podróżą jest pokonanie dystansu między dwojgiem ludzi".
Nie dla psychoterapeuty. Jego związek z pacjentami nie ma prawa być natury prywatnej. On jest tylko przewodnikiem w sumie sobie też nie do końca znanym świecie, został opłacony za komfortowe i bezpieczne przeprowadzenie na drugi brzeg rzeki z oczywistym zobowiązaniem pozostawienia własnej duszy i serca w domu. Po tym serialu muszę powiedzieć, że podziwiam lekarzy, spowiedników i wszelkiego rodzaju pomocników "zagubionych", którzy w swoim profesjonalizmie nie popadają ,ani w znieczulicę, ani w jakieś kompleksy Boga. Oddzielanie prywatnych emocji od poczynań zawodowych jest zawsze zagrożeniem, czy człowieczeństwa, czy zwykłej integralności wlasnego "ja" i wymaga niesamowitej stabilności wewnętrznej. (Przykład Alexa pokazuje akurat, że to rozdzielenie może być tak naprawdę złudzeniem umysłu.)
To rozszczepienie nie jest problemem Paula, wręcz przeciwnie, on ostatecznie nie umie się nie angażować. Jego emocje- naturalne drogowskazy i sprzymierzeńcy - są mu wsparciem w pracy z pacjentami, jego wielką siłą w sukcesie zawodowym i oczywiscie - bardzo teatralnie - są też jego słabością i wrogiem. To czyni go sympatycznym w oczach publiczności, ale dla mnie jest jedynym zarzutem, który postawiłabym temu serialowi; chętnie ograniczyłabym te "wybuchy słabości" do wspaniałych pojedynków słownych między nim i Giną.
Jak widać, nie znam się na psychologii i myślę, że dawno odhaczony rok obowiązkowego kursu na studiach nie uprawnia mnie do mówienia na temat specjalistycznych pojęć (typu "przeniesienie "), które padają czasami na ekranie. Sądząc jednak po odkrytym przypadkowo fakcie, że i nawet fora psychologiczne podjęły temat " In treatment" jako przedmiot badań, muszą być te pojęcia całkiem dobrze ugruntowane.
Wiem, że serial niestety nie był jeszcze transmitowany w Polsce. Pierwszy sezon ukazał się już na DVD, wsród chyba 10 języków napisów do wyboru nie ma niestety polskiego.Bardzo szkoda. Jeśli ktoś ma jednak możliwość siągnięcia po ten serial, gorąco polecam.


















