Motto

Najpiękniejsze morze jeszcze nieujrzane
Najpiękniejsze dziecię śni jeszcze w kołysce,
Dni, te najpiękniejsze, są jeszcze przed nami,
A to, co chciałem ci powiedzieć, to najpiękniejsze
jeszcze niewypowiedziane.
(
tłum.własne wiersza Nâzım Hikmet)

piątek, 14 maja 2010

In Treatment - najlepszy serial, jaki kiedykolwiek widziałam

Tym, którzy -chętnie czy nie- rozpaczają nad przerostem formy nad treścią polecam z całego serca " In treatment". Bynajmniej nie zalecam tym zdaniem leczyć się psychiatrycznie, tylko namawiam do obejrzenia serialu HBO pod takim tytułem. Serial (będący amerykańską wersją izraelskiego BeTipul) oferuje czysty minimalizm od strony formalnej, rozgrywa się od (tylko 25 minutowego) odcinka do odcinka prawie wyłącznie na kanapie w gabinecie psychoterapeuty, a za cała fabułę służą dialogi (niekiedy i ich brak ) między owym psychoterapeutą  Paulem (tutaj rewelacyjny Gabriel Byrne) i jego pacjentami.

Tych, którzy preferują formę nad treścią też namawiam do odkrycia nowych światów-sposób wysławiania się niektórych osób buduje niezwykłe rusztowania aż pod niebo- warowne, piękne, chwiejne, przy czym autorzy scenariusza z niezwykłą precyzją zadbali, by każdy słowo i szczegół miały swoje uzasadnienie (nawet godziny wizyt pacjentów mają swoje daleko idące w skutkach konsekwencje), a emocjonalnie na ekranie rozgrywa sią tak wiele, że jedno jedyne przesunięcie kamery z  lewej strony głowy psychiatry na prawą powoduje wstrzymanie oddechu widza. Słowo "akcja" nabiera w tym serialu nieznanych dotąd znaczeń ;)


Oczywiście powstaje pytanie, czy przegadane sesje psychoterapeutyczne jakichs zapewne przegranych mogą w ogóle być skonstruować coś ciekawy serial tv? Czy może być coś gorszego niż grzebanie w  duszy innych ludzi? No i psychoterapia jako taka. Kto normalny tak naprawdę potrzebuje psychoterapeuty? I jak się z kimś takim identyfikować?

Co mamy. Każdy odcinek to spotkanie z jedną osobą. Po pięciu odcinkach ta osoba powraca. W sezonie pierwszym w poniedziałek spotykalismy Laurę, we wtorek Alexa, w środę Sophie, w czwartek małżeństwo Amy i Jacka, by wreszcie w piątek z zaskoczeniem spotkać naszego psychoteraupetę Paula też na kozetce innego psychoterapeuty Giny. Z biegiem czasu (9 tygodni)  poznajemy te osoby w sposób, które one same by siebie nigdy nie poznały, by po chwili musieć porzucić nasz obraz i przebudowywać wszystko na nowo. Ponoć w USA (jak na początku i w Niemczech) odcinki  transmitowano codziennie, co siłą przyzwyczajenia mocniej angażowało widza. Oczywiście są rozmowy o seksie, przemocy w rodzinie, inicjacjach, dzieciństwie, uzależnieniach,  psychogierki słowne,  manipulacje, próby przejęcia władzy czy odzyskania kontroli, zabawy w pana Boga, nieoczekiwane wybuchy i przełomy, tragedie i farsy,   wszystkie te  instrumenty  (nad)używane w serialach filmowych, by przykuć uwagę odbiorcy, ale mimo wszelakich trików  jest  to serial, któremu udaje się wyjątkowo wiarygodnie i nie na wycinki pokazać autentyczną głębię ludzkich motywacji, tego przemieszania własnych wyobrażeń i działań z intencjami i impulsami wraz w zestawieniu z ich konsekwencjami dla wnątrza. Nawet jeśli dostrzega się sznurki, to wciąż czuje się ich siłę.





Aktorsko serial jest na najwyższym poziomie, myślę też, że i dla aktorów ten serial musiał być wyzwaniem. Na pewno będę śledzić dalsze poczynania każdego z nich. Szczerze powiedziawszy, aż się boję siegnąć po drugi sezon (w USA powinien być niedługo nadawany trzeci, co ponoć stawia autorów przed nowym zadaniem, jako że orginalny senariusz został już wyeksploatowany)  nie wierząc tak do końca, że autorzy mogą teraz uniknąć powtarzania schematów czy spłaszczenia charakterów.
Pytaniem powracającym w pierwszym sezonie jest  i dyskurs, czy wiedza o przyczynach własnego działania poprawia je, czy mu szkodzi; krótko mówiąc, sens terapii jako takiej i już to wprawiło mnie w zachwyt.Bo rzeczywiście jest o czym dyskutować.  Pod koniec sezonu dowiadujemy się nawet , że psychoterapia jest w sumie prostytucją, skoro opiera się na opłacie za domniemane symulowanie uczuć i poruszanie intymnych spraw, które przecież powinny być tylko udziałem rodziny.



Jako widzowie zauważamy, jak  Paul stara się stworzyć sytuację terapeutyczną (w sensie: leczącą) i jak często napotyka się na własne ograniczenia. Pod koniec pierwszego sezonu musi skonfrontować siebie samego jako terapeutę z sobą samym jako...  no własnie kim,  mężczyzną, mężem, ojcem.?

"Niekiedy największą podróżą jest pokonanie dystansu między dwojgiem ludzi".
Nie dla psychoterapeuty. Jego związek z pacjentami nie ma prawa być natury prywatnej. On jest tylko przewodnikiem w sumie sobie też nie do końca znanym świecie, został opłacony za  komfortowe i bezpieczne przeprowadzenie na drugi brzeg rzeki z oczywistym zobowiązaniem pozostawienia własnej duszy i serca w domu.  Po tym serialu muszę powiedzieć, że podziwiam lekarzy, spowiedników i wszelkiego rodzaju pomocników "zagubionych", którzy w swoim profesjonalizmie nie popadają ,ani w znieczulicę, ani w jakieś kompleksy Boga. Oddzielanie  prywatnych emocji od poczynań zawodowych jest zawsze zagrożeniem, czy człowieczeństwa, czy zwykłej integralności wlasnego "ja" i wymaga niesamowitej stabilności wewnętrznej. (Przykład Alexa pokazuje akurat, że to rozdzielenie może być tak naprawdę złudzeniem umysłu.)



To rozszczepienie nie jest problemem  Paula, wręcz przeciwnie, on ostatecznie nie umie się nie angażować. Jego emocje- naturalne drogowskazy i sprzymierzeńcy -  są mu wsparciem w pracy z pacjentami, jego wielką siłą w sukcesie zawodowym i oczywiscie - bardzo teatralnie - są też jego słabością i wrogiem. To czyni go sympatycznym w oczach publiczności, ale dla mnie jest jedynym zarzutem, który postawiłabym temu serialowi; chętnie ograniczyłabym te "wybuchy słabości"  do wspaniałych pojedynków słownych między nim i Giną.

Jak widać, nie znam się na psychologii i myślę, że dawno odhaczony rok obowiązkowego kursu na studiach nie uprawnia mnie do mówienia na temat specjalistycznych pojęć (typu "przeniesienie "), które padają czasami na ekranie. Sądząc jednak po odkrytym przypadkowo fakcie, że i nawet fora psychologiczne podjęły temat " In treatment" jako przedmiot badań, muszą być te pojęcia całkiem dobrze ugruntowane.

Wiem, że serial niestety nie był jeszcze transmitowany w Polsce. Pierwszy sezon ukazał się już na DVD, wsród chyba 10 języków napisów do wyboru nie ma niestety polskiego.Bardzo szkoda. Jeśli ktoś ma jednak możliwość siągnięcia po ten serial, gorąco polecam.

środa, 12 maja 2010

Jane Eyre 2011- pierwsze zdjęcie

Kiedy w zeszłym miesiącu wszystkie blogi poświęcone Bronteana opublikowały pierwsze zdjęcie  z najnowszej ekranizacji Jane Eyre pochodzące z artykułu w Timesonline pod jakże straszliwym tytułem  "Brooding Brontës replace Austen as ‘bonnet drama’ returns" nabrałam wielkiej ochoty obejrzeć kolejny raz tę historię, mimo, że znam ją już  niemalże na pamięć. 
 (to zdjęcie pochodzi z tego artykułu)

Ta obsada rokuje calkiem udane przedsięwzięcie: Rolę Rochestera dostał Michael Fassbender rezygnując tym z roli Heathcliffa w mającej rozpocząć się właśnie na dniach ekranizacji Wichrowych Wzgórz 


Rolę Jane Eyre otrzymała Mia Wasikowska, którą większość już zna z najnowszej "Alicji w Krainie Czarów", ja natomiast -tylko-  z rewelacyjnego serialu " In Treatment", (o którym po pierwszym sezonie śmiem powiedzieć, że jest najlepszym serialem, jaki kiedykolwiek w życiu widzialam i) w którym Mia miała okazję wykazać się świetnym  warsztatem aktorskim.

Reżyserią zajmuje się Cary Fukanaga, którego autorskie "Sin nombre" dopiero teraz trafiło na ekrany kin niemieckich. W wywiadach na temat Jane Eyre obiecuje opowieść gotycką, dużo "ciemniejszą" niż dotychczasowe.

Prace filmowe rozpoczęły się pod koniec marca i na pewno przyjdzie nam czekać do końca roku na premierę, ja mam tylko nadzieję, że film zostanie ukończony bez żadnych komplikacji, jakie towarzyszyły i nadal towarzyszą ekranizacji życia sióstr Bronte; zamierzenia z roku 2008 , zamierzenia na 2011 i stan obecny(?).Na pociechę mozna znaleść na youtubie francuską wersję z 1979  " Siostry Bronte " (Les soeurs Brontë) z napisami hiszpańskimi , anielskojęzyczną dokumentację BBC " In search of Bronte" z 2003 z napisami greckimi (oba filmy są niestety nie do zdobycia na rynku)  tudzież sięgnąć  po poprzednie wersje filmowe Jane Eyre. IMDB informuje, że wersja Fukanagi bedzie już 22 ekranizacją (!), z czego moim zdaniem najmniej trzy są warte obejrzenia. O wciąż żywym zainteresowaniu wersjami filmowymi  świadczy i fakt, że własnie wydano po raz pierwszy na DVD ekranizację z roku 1944 z Orsonem Wellsem i Joan Fontaine (na rynku niemieckim będzie w czerwcu). Do premiery filmu zamierzam nadgonić braki znajomości wcześniejszych wersji, po dawnych już zachwytach wersjami Franco Zeffirelli  (1996), Sandy Welch (2006), Roberta Young (Ciaran Hinds 1997) planuję obejrzeć seriale z lat siedemdziesiątych (S.Cusack) i osiemdziesiątych (T.Dalton), mając nadzieję, że na czas seansu  uda mi się wyłączyć poczucie humoru.

Update:

Swiatowa premiera Jane Eyre 2011 przewidziana jest na  11 marca 2011. Film ma jak na razie ograniczenia wiekowe PG-13 ze względu na "sceny nagości"... Ale zwiastun jest na razie b.o.


Edycja z 10.2.2011
Pierwsze klipy :


Więcej klipów klik tu , klik tutaj i tez klik tutaj. Jeszcze jeden TUTAJ
Nowe zdjęcia klik tu.
Premiera w Niemczech przewidziana na 8.9.2011, pewnie w Polsce będzie w podobnym czasie :(
Pojawiły sią też rozmaite wywiady i tzw.B-rollki :
B-roll nr 1 ,B-roll nr 2, B-roll nr 3, B-roll nr 4.

poniedziałek, 3 maja 2010

Partir / die Affäre/ Leaving

Partir / die Affäre/ Leaving

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak  mogłaby się potoczyć dalej historia Lady Chatterley? Ja w sumie jak dotąd nie ;), ale po spotkaniu z "Partir" myslę, że mogłaby właśnie chociażby  i w ten sposób.
Historia tego filmu rozgrywa się współczesnie, jest opowiedziana  dość podobnie jak najnowsza wersji "Lady Chatterley " i w prosty sposób pokazuje, że świat nie zmienił się tak dużo mimo osiągniętego w międzyczasie -i  tak wyczekiwanego przez D.H. Lawrence'a - wyzwolenia seksualnego.  A w tym filmie  w naszych wyzwolonych czasach tylko jeden niechciany pocałunek  jest  w stanie zmienić całe życie bohaterki...
Chociaż wymowa tego filmu jest na wskroś przygnębiająca i chociaż chciałoby się tu i tam nieco pogłębienia wątku czy  więcej tła dla bohaterów, to kreacje aktorów (Kristin Scott Thomas, Sergi López i  Yvan Attal)  są niezaprzeczalnie warte sięgnięcia po ten film...

piątek, 30 kwietnia 2010

Kwiat pustyni - film o życiu Waris Dirie


Kwiat pustyni / Desert Flower / Wüstenblume

Nie czytałam jeszcze autobiografii Waris Dirie, ale po obejrzeniu tego filmu zamierzam to szybko nadrobić. Kiedy czyta się streszczenia fabuły w stylu " jako dziecko pasła kozy w Somalii, uciekła przed przymusowym małżeństwem przechodząc całą pustynię, a teraz jest modelką o międzynarodowej renomie i wspiera ONZ w walce z obrzezywaniem kobiet" to ma się pewnego rodzaju wyobrażenia i o samym filmie i o postaci. Moje akurat okazały się być błędne: film na szczęście nie jest obrazem nieustannej walki, jaką jednostka musi nieustannie toczyć z niechętnym sobie światem, by wykuć sobie swój los, a brutalność świata, w którym musiała dojrzewać nie przewija się przed oczyma widza nieustannie,  wręcz przeciwnie ; film  w zaskakująco subtelny i delikatny sposób pokazuje małą, zadziwioną światem dziewczynkę ukrytą w ciele dorosłej, atrakcyjnej kobiety;  kobiety, której mimo zadanych jej niewyobrażalnie wielkich okrucieństw udaje się zachować i wrażliwość i poczucie własnej godności, której uda się odnaleść w świecie swoje własne miejsce, zaakceptować siebie, by nawet pewnego dnia zacząć pomagać innym uniknąć podobnych krzywd.  To brzmi może bardzo prosto, ale życie pokazuje,  że ludzie raczej  przekazują swoje cierpienia dalej, okaleczając innych w myśl jakże prostej zasady zasady, "skoro ja przez to przeszłam, to ty też musisz"-  w tym wypadku okaleczając też fizycznie w imię zasad moralnych.
W filmie jest  przedstawiona drastyczna scena obrzezania małej, trzyletniej dziewczynki, a ogladanie tej sceny jest bardzo trudne..Ja nie mogłam jej obejrzeć do końca, a samo wspomnienie  tego krzyku bólu malutkiej dziewczynki jest bardzo bolesne... 
Mimo to polecam odważyć się obejrzeć "Kwiat pustyni". Miłośniczkom "period drama" obiecuję zaskakujące motylkowe momenty,  miłośniczkom mody pełną syboliki scenę na wybiegu,  a miłośniczkom kina angielskiego spotkanie z wieloma znanymi i lubianymi  twarzami.

piątek, 23 kwietnia 2010

Polskie wydanie listów i wierszy Johna Keatsa raczej się nie ukaże



Kiedy zatwierdzona została data premiery filmu "Bright Star"  w Polsce (p.t. "Jaśniejsza od gwiazd" ) napisałam do kilkunastu najważniejszych wydawnictw polskich z zapytaniem o ich  plany wydawnicze związane z poezją i listami Johna Keatsa. Otrzymałam odpowiedź tylko od wydawnictwa "Znak" , niestety negatywną,  że nie planują nawet wznowienia wierszy wydanych dziesięć lat temu. Tak więc miłośnikom tego autora pozostaje zdobywanie wydań antykwarycznych tudzież nauka języków obcych, jako że listy Keatsa chyba jeszcze nigdy nie zostały wydane po polsku. :(
Za ilustracje posłużyły tym razem okładki wydań filmowych książek (tzw. movie tie in edition) w językach: niemieckim i angielskim. Bardzo chętnie postawiłabym na swojej półce obok nich wydanie polskie. :((((
Wprowadzenia pani Campion do tych wydań przetłumaczyłam jakiś czas temu - tutaj pierwsze, a tutaj drugie, ale miałam nadzieję na tłumaczenie profesjonalne... Wielka szkoda.


 Każde tłumaczenie wydobywa tyle różnych tonów; wystarczy porównać sonet, z którego zaczerpnięto tytuł filmu:



Sonet napisany na pustej karcie
 w tomie wierszy Szekspira
Jasna Gwiazda




Chciałbym, o jasna gwiazdo, tak jak ty być stały,    
Jasna gwiazdo, o, gdybym mógł tak nieprzerwanie
A nie u szczytu nocy dumnie zawieszony
Jak ty — nie, nie promienieć samotnie, wysoko
Patrzeć okiem rozwartym z samotnej ustroni,
Jak na wieczność rozwarte, w natury otchłanie
Jak bezsenny pustelnik, na ruchome wały
Bezsennie zapatrzone pustelnika oko;
Wód, co gestem kapłańskim obmywają brzegi
Nie śledzić, jak w odwiecznym kapłańskim mozole
Ziemskiego globu - albo spoglądać z wysoka
Wody mórz obmywają ludzkich lądów brzegi,
Na góry, na doliny, które jak powłoka
Lub jak na ostre rysy łańcuchów gór w dole
Biała i nieskalana pokrywają śniegi...
Maską czystą i miękką opadają śniegi;
Nie patrzeć, ale, gwiazdo, jak ty niewzruszenie
Nie — raczej nieprzerwanie jak ty i niezmiennie
Oparty o dziewczęcą pierś mojej kochanki
Trwać jak teraz, skroń tuląc do piersi dziewczęcej,
Czuć na wieki jej każdy ruch i każde drgnienie
Czuć bez końca, jak oddech unosi ją sennie,
I spędzać w niepokoju wieczory i ranki,
Na sen nie tracić odtąd ani chwili więcej
I słuchać jej oddechu - i tak żyć na wieki
I wciąż, wciąż słyszeć równy puls serca w tej piersi,
Albo zamknąć znużone czuwaniem powieki.
I żyć tak wiecznie — albo zapaść w wieczność śmierci.
(tłum.Włodzimierz Lewik)
(tłum. Stanisław Barańczak)

Jane Campion w Polsce

"Nowozelandzka reżyserka Jane Campion,  odebrała w środę wieczorem (tj.21.4) podczas Festiwalu Kina Niezależnego Off Plus Camera w Krakowie nagrodę specjalną za szczególny wkład w rozwój kina niezależnego " Pod Prąd." (...)

 "Jaśniejsza od gwiazd" to historia miłosna, która powinna dotrzeć do wszystkich. "To nie jest romantyczny film" - zaznaczyła. "Jego bohaterem jest romantyczny poeta. Romantycznym poetom zależało na wolności i swobodzie wyrażania uczuć. W pewnym sensie byli buntownikami swoich czasów. Nie wiem, czy można nazwać to romansem, bo koniec tej miłosnej historii był tragiczny" - dodała.
Całość artykułu można przeczytać na Kultura WP. Tutaj także dodatkowe wywiady 
osławiony list Tarantino i opowieści o filmie.
Także dystrybutor filmu Best film wydał press pack z informacjami o filmie.Na tej stronce można też pobrać zdjęcia.

Zawiedzeni "Jaśniejszą od gwiazd" będą jednak ci, którzy spodziewają się uwodzicielskiego romansu, symbolicznej przypowieści w duchu "Fortepianu" czy psychologicznej wiwisekcji, jak w "Aniele przy moim stole". "Jaśniejsza " przypomina raczej czułą balladę o dwoistości świata, w którym materialne odsyła do niematerialnego, cielesność do duchowości. - pisze Paweł T. Felis w artykule Zwiewność nadchodzącej śmierci.

Jane Campion w wywiadzie z nim stwierdza :
Dla mnie miłość Keatsa i Fanny to nie szał emocji, ale doświadczenie egzystencjalne. To jak łącznik z kosmosem, który nagle odczuwasz każdą swoją komórką - przestajesz być widzem i zaczynasz być uczestnikiem.

Jest też już  polska oficjalna strona filmu.

Bardzo mnie cieszą najnowsze wypowiedzi polskich widzów o Bright Star. Najwyraźniej studencka atmosfera Krakowa sprzyjała odbiorowi tego filmu i wiele osób odkryło w nim  też i poczucie humoru pani Campion. Wśród wielu internautów film zalicza się do 10 najmniej dostrzeżonych (i docenionych) filmów roku 2009, toteż namawiam po raz kolejny -  "Bright Star" warto oglądnąć!



poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Effi Briest


Powieści Theodora Fontane "Effi Briest" chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Czterokrotnie już sfilmowana została w zeszłym roku po raz piąty przeniesiona na ekran.

Tytułowa bohaterka jest  ukazana tym razem  jako świadoma i pewna siebie młoda kobieta- podobnie współcześnie jak bohaterki  " Becoming Jane", "Bright Star" czy "Young Victoria". Film koncentruje się tylko na historii małżeństwa Effi, postawiając poza kamerą szereg innych wątków i zmieniając zupełnie zakończenie.  Powieść, która swoim realizmem ukazującym - także - dramat kobiet minionych czasów stała na jednej półce z Madame Bovary i Anną Kareniną mogłaby teraz nawet powiewać sztandarem związków feministycznych.
To zmienione zakończenie stwarza jednak swego rodzaju happy end, który pociesza na moment umęczonego widza;)  Jeśli komuś nie przeszkadzają  niedociągnięcia w odtwarzaniu zachowań z epoki (zwłaszcza w etykiecie), kostiumach, scenografii i nie jest zagorzałym zwolenikiem wiernych adapcji literatury, może spokojnie sięgnąć po ten film odpoczywając przy obrazach wydm morskich.
Polonica: film był również kręcony w Polsce, niestety nie znalazłam informacji gdzie dokładnie, ale zgaduje, że - jak powinien był być- w Swinoujsciu.
Stronka orginalna - zdjęcia, niewiele treści ;)

sobota, 10 kwietnia 2010

Narodowa tragedia

(...)
 -A jeżeli nie ma podszewki świata? (...)

Gdyby tak było, to jednak zostanie
Słowo raz obudzone przez nietrwałe usta, 
Które biegnie i biegnie, poseł niestrudzony,
Na międzygwiezdne pola, w kołowrót galaktyk
I protestuje, woła, krzyczy.
  

frag. z wiersza "Sens" Czesława Miłosza


czwartek, 8 kwietnia 2010

A single Man- Samotny mężczyzna

A single Man /Samotny mężczyzna
O tym filmie mówiło się już sporo. Debiut reżyserski Toma Forda znanego -innym - ze świata mody przyjęto początkowo ze zrozumiałym  sceptycyzmem, który szybko zalała fala nagród i pochwał. Powstał film zdecydowanie autorski, osobisty. Oparty o nowelkę Christophera Isherwooda (u nas znanego z ekranizacji innej noweli - Kabaret) odziaływuje na widza niesamowitą wizją współczesnej estetyki przeniesionej w lata sześćdziesiąte.

"Kochankowie są jak autobusy, trzeba tylko odpowiednio poczekać, aż przyjedzie następny"- mówi nowo poznany mężczyzna do bohatera, dla którego życie straciło sens po śmierci partnera. Humor i dramat mieszają się ze sobą, przechodząc w trwałą melancholię, a obrazy i muzyka pogłębiają ten stan w zaskakująco niedepresyjny sposób.
To jeden z tych filmów, które godzą nas, widzów  na moment ze światem. Nawet jeśli nas nie przemieniają, pozostaje wrażenie, że na krótką chwilę ruchome puzzle złożyło się w całość i zdradziło swoja zawartość w postaci symbolu smiley :)

Muzyka współautorstwa naszego rodaka Adama Korzeniowskiego (teraz: Abel Korzeniewski) jest warta wiecej niz wspomnienia, podobnie jak i rewelacyjna gra Colina Firtha, który ma w tym filmie chyba rolę swojego życia.
Przepiękny film, a czy mądry lub dobry- to pozostaje samemu ocenić, najlepiej w kinie. Mi bardzo przypominał  "Elegię (Elegy)".  Tik ,tak, tik, tak... przemijamy...Film spojrzeń

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Kto nazbyt długo w mieście był więziony - John Keats



Kto nazbyt długo w mieście był więziony,
Ten w lica niebios spogląda radośnie,
Z serca mu błoga modlitwa wyrośnie,
By iść w nadziemskie, uśmiechnięte strony.

Któż może więcej być zadowolony
Niż człek, co leży na trawie, miłośnie
Zaczytan w książce, mającej o wiośnie
I o miłości najtęskliwsze tony.

W wieczór, wracając, słucha Filomeli
Rozkosznej pieśni, patrzy, jak obłoki
Płyną promienne po niebios topieli.
Załuje wówczas, że dzień jasnooki
tak szybko gaśnie, jakby łzy anielej
kropla spłynęła w firmament głęboki.


(1818)
tłum. Jan Kasprowicz
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...