Daleko, daleko, za górami, za lasami jest takie księstwo, w którym ludzie odżywiają się słowami i literami zerwanymi z drzew. Jego mieszkańcy potrzebują książek, by nie umrzeć z głodu, a z pomocą przychodzą im żniwiarze słów przywożący workami zerwane prosto z drzew słowa, układane zręcznymi palcami w poręczne księgi. Niektóre z tych książek są jednak zabronione, gdyż ich lektura - zbyt emocjonalna- związana jest z zarażliwą chorobą wypisującą nieodwracalne zmiany na czytelniku.
Bohaterem opowieści jest jeden z owych żniwiarzy słów, Nadal.
Krótki film ( ca 10 min.) "Le bûcheron des mots" / "Der Wortfäller" czyli dosłownie "Drwal słów" w wolnym tłumaczeniu " Słowokosiarz"/ "Zniwiarz słów" można też obejrzeć po niemiecku lub po francusku na stronie Arte.
Historia niezbyt nowa przykuła moją uwagę chińską wycinanką, mieszanką językową i wokalem polskim w wykonaniu nieznanej mi dotąd Aldony Nowowiejskiej. Jej utwór " Wietrze wiej" można też odsłuchać na youtubie.
Motto
Najpiękniejsze morze jeszcze nieujrzane
Najpiękniejsze dziecię śni jeszcze w kołysce,
Dni, te najpiękniejsze, są jeszcze przed nami,
A to, co chciałem ci powiedzieć, to najpiękniejsze
jeszcze niewypowiedziane.
(tłum.własne wiersza Nâzım Hikmet)
Najpiękniejsze dziecię śni jeszcze w kołysce,
Dni, te najpiękniejsze, są jeszcze przed nami,
A to, co chciałem ci powiedzieć, to najpiękniejsze
jeszcze niewypowiedziane.
(tłum.własne wiersza Nâzım Hikmet)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy. Pokaż wszystkie posty
środa, 13 kwietnia 2011
poniedziałek, 28 lutego 2011
Tańczcie, tańczcie, inaczej zginiemy - "Pina" najnowszy film Wima Wendersa
Ach, wreszcie wiem, po co stworzono 3 D!
Kurtyna ocierająca się o głowy widzów, deszcz spadający na nasze płaszcze, ręce wyciągnięte w moją stronę, że aż trzeba było się powstrzymać przed uchwyceniem dotyku - jeśli kino kiedykowiek chciało umieścić widza wśród aktorów na ekranie, to w "Pinie" jest tego najbliżej jak tylko możliwe. I jest to chyba najdoskonalsza metoda zaprezentowania tańca - nigdy dotąd nie miałam tak przeogromnej możliwości przyjrzeć się tak dokładnie i tak blisko poszczególnym ruchom i gestom nie tracąc jednocześnie wizji całości. Ten seans mogę bez żadnej przesady nazwać - we fragmentach- prywatnym spektaklem pięćdziesięciu osób tylko dla mnie i rozumiem już teraz, jaki pomysł miał Wim Wenders chcący przenieść przedstawienia taneczne słynnej Piny Bausch na ekran.
Do tego jednak nie doszło. Pina Bausch zmarła niespodziewanie tuż przed rozpoczęciem prac filmowych i projekt nie został zrealizowany. Po czasie żałoby, dyskusjach z rodziną i członkami teatru Wenders zdecydował się na inną formę tego filmu - hommage, rodzaj hołdu dla artystki, a film, który jest wszystkim, ale nie filmem :), stał się rodzajem teatru w teatrze, publicznym prywatnym pożegnaniem, i jednocześnie tym, czym miał być wcześniej, czyli zapisaniem na niczego niezapominającej taśmie filmowej pracy Piny. To prezent - jak informują pierwsze słowa - " film dla Piny Bausch od Wima Wendersa".
I mimo tego zdawałoby się ciężkiego balastu oddawania hołdu, mimo głębokich i wielorakich tematów poruszanych w najsłynniejszych spektaklach grupy teatru tańca Tanztheater Wuppertal użytych wyrywkowo do ustawienia ram filmu ( a każdy z tych tematów zasługuje na duża literę) - mimo Bólu, Miłości, Rodzenia, Smierci, Pożegnania, Pożądania Za Każdą Cenę , Instynktów Pierwotnych, Tęsknoty Za Nieosiągalnym i Jakże jest Skomplikowane Być Mężczyną Być Kobietą........ stworzono film niesłychanie żywy, ośmielam się powiedzieć, energizujący.
Który obchodzi sie absolutnie bez patosu; padające zdania w kolorowej mieszance języków ojczystych tancerzy sa proste i od serca: " Pina obserwowala mnie przez dwadzieścia lat. To dłużej niz moi rodzice". I trafiające prosto w serce.
To pewnie i moja przyszłość, jeszcze nie teraz, jeszcze nie jutro, ale kiedyś będzie tak pewnie i dla mnie.
Chcę zapamiętać rosyjskiego kosmonautę, Pana Architekta w niewidzialnych japonkach, Mistrza Kendo w kwiaciastym kimonie, Ją nieumiejącą zerwać się z łańcucha, Fauna w podwieszanej kolejce wuppertalskiej, Chaplina z rozłoszczonym psem - tyle małych postaci,dużych zderzeń i spotkań.
I cielęcina w baletkach.
"Pina" - z koszmarnym zaetykietowaniem w kategorii "musical" - absolutnie nie wymaga żadnego przygotowania lub wiedzy z zakresu tańca lub teatru. Jeśli ktoś potrafi oglądać zawody sportowe przez półtorej godziny nie nudząc sie przy tym i dopuszczając do siebie myśli " że człowiek tyle potrafi", to obiecuję, że będzie w stanie dobrze spędzić i te 100 minut humoru, smutku, wspominania nieobecnej, tęsknot i ułudnych nadziei, jakie z sobą przynosi teatr.
Ciała ludzkie - te doskonale zawodne maszyny- na tle miasta z żelaza, pełnego wspomnień o nieczynnych fabrykach i jakże nadal żywego dzięki współczesnej maszynerii wypadają nie krucho, lecz zwycięsko; według mnie wygrywają wszystkie konkurencje bez stawania w żadnym konkursie. I chociaż łapałam się niekiedy na myśli, czy płeć w zawodzie tancerza nie podlega androgenicznym metamorfozom, to jednak przedmiotem tańca był najczęściej właśnie dualizm płci.
Po projekcji w moim kinie widzowie klaskali długo, niczym po wspaniałym spektaklu w teatrze, jak najbardziej zasłużenie i jakby oczekując, że tancerze nagle pojawią się na scenie i pokłonią się nam wszystkim...
A my z moją córeczką musiałyśmy po wyjściu powstrzymywać się przed tańcem w niezwykle ulewnym deszczu :)
Trailer na stronie oficjalnej filmu.
Kurtyna ocierająca się o głowy widzów, deszcz spadający na nasze płaszcze, ręce wyciągnięte w moją stronę, że aż trzeba było się powstrzymać przed uchwyceniem dotyku - jeśli kino kiedykowiek chciało umieścić widza wśród aktorów na ekranie, to w "Pinie" jest tego najbliżej jak tylko możliwe. I jest to chyba najdoskonalsza metoda zaprezentowania tańca - nigdy dotąd nie miałam tak przeogromnej możliwości przyjrzeć się tak dokładnie i tak blisko poszczególnym ruchom i gestom nie tracąc jednocześnie wizji całości. Ten seans mogę bez żadnej przesady nazwać - we fragmentach- prywatnym spektaklem pięćdziesięciu osób tylko dla mnie i rozumiem już teraz, jaki pomysł miał Wim Wenders chcący przenieść przedstawienia taneczne słynnej Piny Bausch na ekran.
Do tego jednak nie doszło. Pina Bausch zmarła niespodziewanie tuż przed rozpoczęciem prac filmowych i projekt nie został zrealizowany. Po czasie żałoby, dyskusjach z rodziną i członkami teatru Wenders zdecydował się na inną formę tego filmu - hommage, rodzaj hołdu dla artystki, a film, który jest wszystkim, ale nie filmem :), stał się rodzajem teatru w teatrze, publicznym prywatnym pożegnaniem, i jednocześnie tym, czym miał być wcześniej, czyli zapisaniem na niczego niezapominającej taśmie filmowej pracy Piny. To prezent - jak informują pierwsze słowa - " film dla Piny Bausch od Wima Wendersa".
![]() |
| Jedna z zapierających dech scen, podobna odgrywała się na betonie : ile lat zaufania trzeba mieć do partnera, by odegrać coś takiego? |
I mimo tego zdawałoby się ciężkiego balastu oddawania hołdu, mimo głębokich i wielorakich tematów poruszanych w najsłynniejszych spektaklach grupy teatru tańca Tanztheater Wuppertal użytych wyrywkowo do ustawienia ram filmu ( a każdy z tych tematów zasługuje na duża literę) - mimo Bólu, Miłości, Rodzenia, Smierci, Pożegnania, Pożądania Za Każdą Cenę , Instynktów Pierwotnych, Tęsknoty Za Nieosiągalnym i Jakże jest Skomplikowane Być Mężczyną Być Kobietą........ stworzono film niesłychanie żywy, ośmielam się powiedzieć, energizujący.
![]() |
| Kto wie, co powiedzial sw. Augustyn o tańcu, ręka do góry i łapać bilet do kina |
To pewnie i moja przyszłość, jeszcze nie teraz, jeszcze nie jutro, ale kiedyś będzie tak pewnie i dla mnie.
Chcę zapamiętać rosyjskiego kosmonautę, Pana Architekta w niewidzialnych japonkach, Mistrza Kendo w kwiaciastym kimonie, Ją nieumiejącą zerwać się z łańcucha, Fauna w podwieszanej kolejce wuppertalskiej, Chaplina z rozłoszczonym psem - tyle małych postaci,dużych zderzeń i spotkań.
I cielęcina w baletkach.
"Pina" - z koszmarnym zaetykietowaniem w kategorii "musical" - absolutnie nie wymaga żadnego przygotowania lub wiedzy z zakresu tańca lub teatru. Jeśli ktoś potrafi oglądać zawody sportowe przez półtorej godziny nie nudząc sie przy tym i dopuszczając do siebie myśli " że człowiek tyle potrafi", to obiecuję, że będzie w stanie dobrze spędzić i te 100 minut humoru, smutku, wspominania nieobecnej, tęsknot i ułudnych nadziei, jakie z sobą przynosi teatr.
Ciała ludzkie - te doskonale zawodne maszyny- na tle miasta z żelaza, pełnego wspomnień o nieczynnych fabrykach i jakże nadal żywego dzięki współczesnej maszynerii wypadają nie krucho, lecz zwycięsko; według mnie wygrywają wszystkie konkurencje bez stawania w żadnym konkursie. I chociaż łapałam się niekiedy na myśli, czy płeć w zawodzie tancerza nie podlega androgenicznym metamorfozom, to jednak przedmiotem tańca był najczęściej właśnie dualizm płci.
Po projekcji w moim kinie widzowie klaskali długo, niczym po wspaniałym spektaklu w teatrze, jak najbardziej zasłużenie i jakby oczekując, że tancerze nagle pojawią się na scenie i pokłonią się nam wszystkim...
A my z moją córeczką musiałyśmy po wyjściu powstrzymywać się przed tańcem w niezwykle ulewnym deszczu :)
Trailer na stronie oficjalnej filmu.
piątek, 25 lutego 2011
Christopher Isherwood bez Heinza -"Christopher and his kind" / "Christopher und Heinz"
"Obym i ja, jak oni
Złożony z Erosa i prochu
Wśród tej samej rozpaczy
I nicości trwał w mroku
Płomieniem afirmacji."
***
***
"Głód nie daje wyboru żadnego
Tylko miłość bliźniego lub śmierć."
***
Rok 1928, Christopher Isherwood przybywa do Berlina na zaproszenie przyjaciela ze studiów, W.H. Audena. Naziści pną się powoli pod drabinie władzy, ale na razie nie ma specjalnych powodów do niepokoju , życie w Berlinie jest tanie i dla artysty poszukującego inspiracji dużo atrakcyjniejsze- grasująca inflacja i wysokie bezrobocie wpędziła wielu mężczyzn w prostytucję, a tajne kluby "tylko dla panów" zdają się być dla obu Anglików spełnieniem wyobrażeń o wolności. Jak w pewnym momencie stwierdza Auden, wiekszość z bywalców klubu jest heteroseksualna, a "nasze pożądanie jest dla nich tylko potwierdzeniem ich męskości". ***
![]() |
| W każdym z nich tętni ten sen, Błąd tęsknoty za nieosiągalnym: Nie " Chcę powszechnej miłości" Ale "Chcę sam być kochany".*** |
Czy zdołam nauczyć się cierpieć
Nie rzucając ironicznych ani zabawnych uwag
O cierpieniu? Nigdy nie podejrzewałem, że droga prawdy
Jest drogą milczenia, gdzie czułostkowe gadanie
Jest tylko pułapką i nawet dobra muzyka
Jest zgrzytem, a ty, naturalnie, nigdy mnie nie uprzedziłeś.
Jeśli będę odtąd pracował uczciwie i bez wytchnienia,
I miał szczęście, może w chwili kiedy śmierć zada
Swoje dławiące pytanie, będę właśnie bliski wiedzy
Jaka jest różnica między blaskiem księżyca a światłem dnia...
Widzę, że się zaczynasz wiercić. Zapomniałem. Dla ciebie
To nie ma znaczenia.
(fragm. poematu W.H.Audena "Morze i zwierciadło"
w tłum. H. Krzeczkowski)
niedziela, 30 stycznia 2011
Ludzie Boga
Czegoś takiego już dawno nie przeżyłam. Zdarzalo mi sie w tygodniu premierowym natrafić na pełną salę kinową, ale byly to zwykle filmy dla tak zwanej szerokiej publiczności. Film " Ludzie Boga "- o jakby wydawałoby sie raczej mało atrakcyjnym temacie codziennego życia katolickich mnichów - jest w moim niemieckim mieście wyświetlany już od przeszło miesiąca i nie spodziewalam sie, że zastanę salą wypełnioną do ostatniego miejsca, a ci , którzy przybędą do kina po mnie zdecydują się nawet na spędzenie wieczoru na stojąco opierając sie o ławę barową kasy (krzesełka barowe tez zostaly zajętę). Trudno się dziwić, że początkowe dyskusje wszystkich zebranych toczyły się wokół przepisów przeciwpożarowych. Reklamy na plakatach "Sensacyjny sukces: ponad 3 miliony widzów w samej Francji" powinnam była potraktować bardziej informacyjnie.
Film relacjonuje prawdziwą historię małej wspólnoty trapistów z Tibhirine, klasztoru w górach Atlasu, w Algierii. W roku 1996 siedmiu z nich zostalo uprowadzonych z klasztoru, a po dwóch miesiącach zostały odnalezione tylko ich glowy. Okoliczności śmierci nie zostały do dzisiaj wyjaśnione i mimo, że do tego czynu przyznała sie jedna z organizacji terrorystycznej podejrzenia rozciągają się nawet i na rząd.
Autorzy filmu jednak nie podjeli tematu poszukiwania winnych, ich film jest hołdem dla zmarłych i skrupulatnie odtwarza codzienne życie zakonników w warunkach pojawiającego się zagrożenia. Zyjąc pod nieustanną groźbą śmierci jaką decyzję powinno się podjąć będąc odpowiedzialnym za siebie, zakon/rodzinę i tyle innych osób? Francuscy mnisi mogą zawsze powrócić do swojego rodzinnego kraju, jednak ludzie, którymi się opiekują, nie mają dokąd uciec.
Film zdecydowanie nie jest ani antyislamski, ani antyreligijny, nie zajmuje się rozstrząsaniem problemów politycznych, a jedyna brutalna scena pojawia się krótko w pierwszej części Przemoc jest owszem tematem tego filmu, lecz nie jest eksponowana wizualnie. Jeśli ktoś się spodziewa dzieła rodzaju "Shooting dogs", to może się rozczarować, realizacja "Ludzi Boga" dużo bardziej przywodzi na myśl "Wielką ciszę".
Wielką siłą tego filmu jest fakt, że można go oglądać na bardzo wielu poziomach uczuć i zrozumienia. Osoby niewierzące odnajdą w nim wiele głębokich myśli i symboli humanistycznych. Osoby religijne mogą go przeżyć w świetle daleko idących odwołań chrześcijańskich.
Gorąco, gorąco polecam. (mimo zmiany polskiego tytułu z " O ludziach i bogach / Des hommes et des dieu "na "Ludzie Boga"; )
![]() |
| zdjęcie archiwalne |
Na stronie internetowej filmu dokumentalnego z roku 2006 p.t. "Le testament de Tibhirine" można też zapoznać się z dokumentami archiwalnymi. Rzeczywistość wyłaniająca się z tamtych zdjęć zdaje się być jeszcze bardziej surową, niż ta przedstawiona w filmie...
niedziela, 21 listopada 2010
Serce jak lód/ Un coeur en hiver
"Serce jak lód" to opowieść na wskroś męska. Opowiedziana- przecież nie tak dawno- w 1992 roku chyba nawet ustanawia ostateczną granicę (post post) sposobu widzenia relacji międzyludzkich. Argumentacyjne- klasyczne- rozumienie "bycia mężczyzną "zwiazane z odwieczną rolą agresora, ustawiające kobiecość odpowiednio na nieruchomym cokole ofiary zaskoczyło mnie w połowie seansu zmuszając do kilkakrotnego sprawdzania dat i danych dookołafilmowych.Tak jakby echo lat sześćdziesiatych zechciało dopiero w tym filmie wybrzmieć do końca, przy czym film jest produktem kinomatografii francuskiej znanej chyba raczej z innego ujęcia. Prócz tego-bardzo wybuchowego- zaskoczenia "Un coeur en hiver" jest całkiem dobrze poprowadzoną alegorią uprzedmiotowania siebie i upodmiotowania sztuki ;).Główny bohater z tytułowym sercem z lodu ;) prowadzi calkiem udane życie, bez materialnych potrzeb i wielkich dylematów filozoficznych, a głód duszy ma szczęście zaspokajać w wysoko cenionej pracy lutnika, w codziennym obcowaniu z instrumentami i ich odgłosami. Sam kiedyś próbował wydobywać muzykę z instrumentów, teraz dotyka je tylko w poszukiwaniu ich wad i skaleczeń, pracując nad uszczerbkami tak długo, by mogły w innych rekach osiągać te dźwięki, ktorych on juz wydobywać nie umie lub może i nie chce.
Jak nietrudno zgadnąć, pojawi się ktoś, kto odkryje, że i Stephan- jak zapewne i każdy z nas- jest stradivariusem wymagającym konserwacji :)
wtorek, 19 października 2010
Borges- południowoamerykańskie przeznaczenie/ Borges, un Destino Sudamericano
Na frankfurckich targach książki (tegoroczny gość: Argentyna) pokazywano niedawno odkryty i odnowiony jedyny film z udziałem Jorga Luisa Borgesa. Film powstał w 1977, a swoją premierę miał ostatecznie w 2007.
Co ciekawe, autorem zdjęć do tego filmu jest Polak, Tadeusz( Tadeo) Bortnowski, (obecnie 86 lat), o którym w Der Spiegel piszą, że i jego życie warte byłoby sfilmowania : działacz podziemia, w czasie II wojny św. skazany na śmierć przetrwał i dwa lata obozu koncentracyjnego, po wojnie jako kamerzysta dokumentował ekshumację ofiar obozów zagłady, następnie wyemigrował do Argentyny, gdzie współtworzył pierwszą filmową agencję prasową i założył własną fimę filmową.
Film wyreżyserował José Luis Di Zeo, który w trakcie studiów w Łodzi poznał polską tłumaczkę poezji Borgesa, a po powrocie do Argentyny " przekazał pozdrowienia" poecie. Z owego przekazywania zrodził sią pomysł filmu, na wpół dokumentu, w którym J.L. Borges wspomina swoją przeszłość, objaśnia własną twórczość, a także wciela się w postać Juana Dahlmana z " EL Sur" ( Południe). To krótkie opowiadanie Borges uznawał za "chyba najbardziej udane" i "za najbardziej autobiograficzne ". Film (trwa około 30 minut) ma charakter i surrealistyczny, a fragmenty są dostępne w internecie.
Poniżej trailer niestety z niezbyt dobrą jakością głosu. Ten sam obraz z odrestaurowanym dzwiękiem można zobaczyć na tej stonie.
Borges- południowoamerykańskie przeznaczenie/ Borges, un Destino Sudamericano
Co ciekawe, autorem zdjęć do tego filmu jest Polak, Tadeusz( Tadeo) Bortnowski, (obecnie 86 lat), o którym w Der Spiegel piszą, że i jego życie warte byłoby sfilmowania : działacz podziemia, w czasie II wojny św. skazany na śmierć przetrwał i dwa lata obozu koncentracyjnego, po wojnie jako kamerzysta dokumentował ekshumację ofiar obozów zagłady, następnie wyemigrował do Argentyny, gdzie współtworzył pierwszą filmową agencję prasową i założył własną fimę filmową.
Film wyreżyserował José Luis Di Zeo, który w trakcie studiów w Łodzi poznał polską tłumaczkę poezji Borgesa, a po powrocie do Argentyny " przekazał pozdrowienia" poecie. Z owego przekazywania zrodził sią pomysł filmu, na wpół dokumentu, w którym J.L. Borges wspomina swoją przeszłość, objaśnia własną twórczość, a także wciela się w postać Juana Dahlmana z " EL Sur" ( Południe). To krótkie opowiadanie Borges uznawał za "chyba najbardziej udane" i "za najbardziej autobiograficzne ". Film (trwa około 30 minut) ma charakter i surrealistyczny, a fragmenty są dostępne w internecie.
Poniżej trailer niestety z niezbyt dobrą jakością głosu. Ten sam obraz z odrestaurowanym dzwiękiem można zobaczyć na tej stonie.
(na podstawie artykułu w Der Spiegel)
Borges- południowoamerykańskie przeznaczenie/ Borges, un Destino Sudamericano
środa, 11 sierpnia 2010
L'Équipier, czyli żona latarnika
Bretania rok 1963. Na jedną z wysp przybywa nowy latarnik, weteran wojny francusko-algierskiej próbujący ułożyć sobie jakoś życie, gdzieś może nie "jeszcze dalej niż północ", niemniej jednak też gdzieś na końu świata. Film zaczyna się całkiem komediowo zabawnymi uprzedzeniami, sugeruje nam zawiązujący się romans wspaniałymi widokami, niesamowitymi ujęciami sztormów, wysp, wnętrz starych latarni, aby w międzyczasie bez przemów i patosu obnażać ksenofobię wszelakich małych grup, czy to etnicznych, czy utworzonych wedle jakiś własnych praw typu "ja w tym przedziale usiadłem pierwszy".Zwycięstwa moralne są zwykle ciche. Tak jak wszelkie dobre rzeczy dnia codziennego. Ale nie o tym mówi "L'Équipier".
Film powinnien podobać się każdemu, komu podobało się "Zycie ukryte w słowach" czy "Malena".
Zona latarnika/ Pomocnik Latarnika / L'Équipier/ Die Frau des Leuchtturmwärters/ The Light
środa, 4 sierpnia 2010
O miłości i makaronach / Mine vaganti / Loose Cannons/Männer al dente
To miało być miłe wyjście z koleżanką do kina. Ale niestety w kinie byli jeszcze inni "widzowie", tacy, którzy są zmorą każdego kinomana, gadający, jedzący, komentujący na całą salę, a ci siedzący obok mnie, którzy się jeszcze " do środeczka" dosunęli, mieli ze sobą celofanową paczkę chipsów i psa. Tak, psa w kinie. Podobno wolno. Lubię zwierzęta, chociaż wolę, jak są... hmmm... umyte i wolę w czasie seansu nie musieć odciągać żadnego od oblizywania moich spodni.
Toteż o filmie mogę powiedzieć tyle, że wydawał się mi być nierówny; poezję i humor rozcinał płaski żart i ostry montaż, możliwe jednak, że "Mine vaganti" był genialny i bardzo rozrywkowy, a mi zwyczajnie nie było dane się skupić. Kilka ujęć zapadających w pamięć swoją sympatyczną symboliką (wątek starszej pani i jej wspomnień, scena z biscoti i czytania książki w łóżku) skłania mnie do obejrzenia tego filmu kiedyś tam raz jeszcze, ale na pewno w zaciszu kina domowego, przy zupełnie innych zapachach....Biedny mały illutus.
Co mnie natomiast przed seansem ucieszyło, to trailer filmu dokumentalnego Bébé(s)/Babies/Babys o czterech niemowlętach w czterech kulturach. Kamera towarzyszyła maluszkom z Japonii, Mongolii, Namibii i USA przez pierwszy rok ich życia, a film pozbawiony jest komentarzy i tłumaczeń.
Sountrack "Mine vaganti" do odsłuchania we fragmentach tutaj
wtorek, 3 sierpnia 2010
Snow cake/ Sniegowe ciasteczko/ Tort ze śniegu
Ten film trafił do tutejszej tv chyba w ramach programu " wypatrując zimy".;)
Słyszałam i czytałam już o nim tu i tam, na szczęście nie widziałam ani trailera, ani nawet nie zerknęłam do żadnej z recenzji, które to wszystkie podjęły sie zdradzania pierwszych piętnastu minut i zwrotu akcji. Toteż udało mi się obejrzeć ten film z dużą przyjemnością, kolejny raz ciesząc się po fakcie zbawienną ignorancją...
Wystarczy zatem, że napiszę, iż film warto zobaczyć i że mówi o akceptacji odmienności, bólu, samotności, i o tym, że zatrzymanie się jest niekiedy najważniejszą częścią podróży.. (Sometimes stopping is the most important part of the journey.)
Swoją drogą w czasie oglądania często łapałam się na myśli, że autyzm w tym wydaniu jest godny pozazdroszczenia. Zachwyt kiczem, możliwość wygłoszenia każdej myśli każdemu prosto w twarz (bynajmniej niekoniecznie niemiłej), taniec na pogrzebie, krótko mówiąc niekonwencjonalne zachowanie usprawiedliwione przecież chorobą, wsparte brakiem jakichkowiek potrzeb towarzystwa, rozmowy czy innych zabaw emocjonalo-intelektualnych wymagających drugiego człowieka - czy naprawdę autystyczna wyspa samotności jest taką doskonałą jak się zdaje?
Film powinnien przypaść do gustu każdemu, komu podobał sie Lars and the Real Girl (Miłość Larsa)
Snow cake/ Sniegowe ciateczko/ Tort ze śniegu
Słyszałam i czytałam już o nim tu i tam, na szczęście nie widziałam ani trailera, ani nawet nie zerknęłam do żadnej z recenzji, które to wszystkie podjęły sie zdradzania pierwszych piętnastu minut i zwrotu akcji. Toteż udało mi się obejrzeć ten film z dużą przyjemnością, kolejny raz ciesząc się po fakcie zbawienną ignorancją...
Wystarczy zatem, że napiszę, iż film warto zobaczyć i że mówi o akceptacji odmienności, bólu, samotności, i o tym, że zatrzymanie się jest niekiedy najważniejszą częścią podróży.. (Sometimes stopping is the most important part of the journey.)
Swoją drogą w czasie oglądania często łapałam się na myśli, że autyzm w tym wydaniu jest godny pozazdroszczenia. Zachwyt kiczem, możliwość wygłoszenia każdej myśli każdemu prosto w twarz (bynajmniej niekoniecznie niemiłej), taniec na pogrzebie, krótko mówiąc niekonwencjonalne zachowanie usprawiedliwione przecież chorobą, wsparte brakiem jakichkowiek potrzeb towarzystwa, rozmowy czy innych zabaw emocjonalo-intelektualnych wymagających drugiego człowieka - czy naprawdę autystyczna wyspa samotności jest taką doskonałą jak się zdaje?
Film powinnien przypaść do gustu każdemu, komu podobał sie Lars and the Real Girl (Miłość Larsa)
Snow cake/ Sniegowe ciateczko/ Tort ze śniegu
środa, 14 lipca 2010
Elegancja jeża / Le hérisson / The hedgehog / Die Eleganz der Madame Michel
Elegancja jeża / Le hérisson / The hedgehog / Die Eleganz der Madame Michel
Film w oparciu o powieść"Elegancja jeża" Muriel Barbery ( wydanie polskie niestety wyczerpane). Szłam do kina zachęcona przez zaczarowanych tym filmem znajomych nie wiedząc o nim specjalnie za dużo prócz tego, że dotyczy trojga ludzi związanych ze sobą mieszkaniem we wspólnym domu. Spędziłam uroczy, relaksujący czas wypełniony nierealnością przesympatycznych dialogów, zaśmiewając się tu i ówdzie też i z urokliwych wstawek animacji graficznych i zastanawiając się usilnie, kto to stworzył scieżkę muzyczną.Teraz już wiem, że oczywiście Gabriel Yared ! Miłośników odniesień książkowych ucieszy powtarzany cytat z "Anny Kareniny": "wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, ale każda nieszczęśliwa jest nieszczęśliwa na swój sposób".
Film w oparciu o powieść"Elegancja jeża" Muriel Barbery ( wydanie polskie niestety wyczerpane). Szłam do kina zachęcona przez zaczarowanych tym filmem znajomych nie wiedząc o nim specjalnie za dużo prócz tego, że dotyczy trojga ludzi związanych ze sobą mieszkaniem we wspólnym domu. Spędziłam uroczy, relaksujący czas wypełniony nierealnością przesympatycznych dialogów, zaśmiewając się tu i ówdzie też i z urokliwych wstawek animacji graficznych i zastanawiając się usilnie, kto to stworzył scieżkę muzyczną.Teraz już wiem, że oczywiście Gabriel Yared ! Miłośników odniesień książkowych ucieszy powtarzany cytat z "Anny Kareniny": "wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, ale każda nieszczęśliwa jest nieszczęśliwa na swój sposób".
wtorek, 15 czerwca 2010
Camille Claudel - film
"Camille Claudel" - film z roku 1988, jednakże stwarzający wrażenie dużo starszego, nakręcony w zapomnianej już chyba formie artystycznego kina edukacyjnego, trochę kojarzył mi się w wymowie z "Caravaggio" z 1986. A w tym filmie- myślę- nawet znawcy Augusta Rodina są w stanie znaleść kilka ciekawych szczegółów.
Rewelacyjnie obsadzony (Isabelle Adjani w roli Camille Claudel, - młodziutkiej artystki idącej już zdecydowanymi krokami swoją drogą i Gerard Depardieu jako Auguste Rodin - jej nauczyciel, mentor, przyjaciel, kochanek i urojony wróg) można odczytać jako skrupulatną biografię interesującej rzeźbiarki lub jako uniwersalną historię - bynajmniej nie feministyczną- destrukcji geniuszu niezaspokojonego.
Rewelacyjnie obsadzony (Isabelle Adjani w roli Camille Claudel, - młodziutkiej artystki idącej już zdecydowanymi krokami swoją drogą i Gerard Depardieu jako Auguste Rodin - jej nauczyciel, mentor, przyjaciel, kochanek i urojony wróg) można odczytać jako skrupulatną biografię interesującej rzeźbiarki lub jako uniwersalną historię - bynajmniej nie feministyczną- destrukcji geniuszu niezaspokojonego.
niedziela, 30 maja 2010
Cairo Time/ W Kairze
Cairo Time/ W Kairze
O tym filmie dowiedziałam się z tego posta na blogu Gosi. Gosia pisze o subtelności i delikatności tego romansu, a ja oczarowana tym filmem mogę też tylko zachęcać innych, iż otrzymałam więcej niż historię miłosną.
Film zaczyna się przyjazdem Kanadyjki na urlop w Egipcie.Urlop trwa, choć nie może się rozpocząć. Miał zostać spędzony wspólnie z mężem, ale jest spędzany w oczekiwaniu na jego przybycie. Czas wypełnia poznawanie Kairu w towarzystwie zaprzyjaźnionego z mężem Egipcjanina.
Film w bardzo sympatyczny sposób podkreśla różnice kulturowe prowadząc nas dróżkami turystycznymi w zaułki małych i dużych problemów naszego świata, by zakończyć się w połowie wspólnej drogi na piramidę. :) Obie postacie tego filmu w wspaniały sposób reprezentują najlepsze cechy swoich kultur, a we mnie ten film nastrojem budowanym piękną muzyką i obrazami rozbudził tęsknotę zobaczenia Kairu, Matki świata.
Na oficjalnej stronie filmu wypełnionej pochwalnymi recenzjami znalazłam cytat z Baśni tysiąca i jednej nocy :
He who hath not seen Cairo hath not seen the world. Her soil is gold; her Nile is a marvel; her women are like the black-eyed virgins of Paradise; her houses are palaces; and her air is soft, as sweet-smelling as aloe-wood, rejoicing the heart. And how can Cairo be otherwise, when she is the Mother of the World?
I znów przypomina mi się zdanie z "Malowanego welonu" - Czasami największą podróżą jest dystans pomiędzy dwojgiem ludzi"
Film ukazał sie już na DVD w Kanadzie, ale mam nadzieję, że trafi też do dystrybucji w Polsce i że nie obdarzą go żadnym tytułem w stylu "Miłość w Kairze" czy "Zakochany Kair". Jeśli tytuł już musi ocierać się o kicz, to ja bardzo poproszę " Przed wschodem kairskiego słońca" :)
Aktora grającego główną rolę znam z czasów, kiedy nazywał się Siddig El Fadil. Obecnie używa nazwiska Alexander Siddig. A dzięki IMDB wiem, że tak naprawdę to nazywa się Siddig El Tahir El Fadil El Siddig Abderahman Mohammed Ahmed Abdel Karim El Mahdi. Przeczytałam to kilka razy, ale Alexandra nie znalazłam.
środa, 12 maja 2010
Jane Eyre 2011- pierwsze zdjęcie
Kiedy w zeszłym miesiącu wszystkie blogi poświęcone Bronteana opublikowały pierwsze zdjęcie z najnowszej ekranizacji Jane Eyre pochodzące z artykułu w Timesonline pod jakże straszliwym tytułem "Brooding Brontës replace Austen as ‘bonnet drama’ returns" nabrałam wielkiej ochoty obejrzeć kolejny raz tę historię, mimo, że znam ją już niemalże na pamięć.
Ta obsada rokuje calkiem udane przedsięwzięcie: Rolę Rochestera dostał Michael Fassbender rezygnując tym z roli Heathcliffa w mającej rozpocząć się właśnie na dniach ekranizacji Wichrowych Wzgórz
Rolę Jane Eyre otrzymała Mia Wasikowska, którą większość już zna z najnowszej "Alicji w Krainie Czarów", ja natomiast -tylko- z rewelacyjnego serialu " In Treatment", (o którym po pierwszym sezonie śmiem powiedzieć, że jest najlepszym serialem, jaki kiedykolwiek w życiu widzialam i) w którym Mia miała okazję wykazać się świetnym warsztatem aktorskim.
Reżyserią zajmuje się Cary Fukanaga, którego autorskie "Sin nombre" dopiero teraz trafiło na ekrany kin niemieckich. W wywiadach na temat Jane Eyre obiecuje opowieść gotycką, dużo "ciemniejszą" niż dotychczasowe.
Prace filmowe rozpoczęły się pod koniec marca i na pewno przyjdzie nam czekać do końca roku na premierę, ja mam tylko nadzieję, że film zostanie ukończony bez żadnych komplikacji, jakie towarzyszyły i nadal towarzyszą ekranizacji życia sióstr Bronte; zamierzenia z roku 2008 , zamierzenia na 2011 i stan obecny(?).Na pociechę mozna znaleść na youtubie francuską wersję z 1979 " Siostry Bronte " (Les soeurs Brontë) z napisami hiszpańskimi , anielskojęzyczną dokumentację BBC " In search of Bronte" z 2003 z napisami greckimi (oba filmy są niestety nie do zdobycia na rynku) tudzież sięgnąć po poprzednie wersje filmowe Jane Eyre. IMDB informuje, że wersja Fukanagi bedzie już 22 ekranizacją (!), z czego moim zdaniem najmniej trzy są warte obejrzenia. O wciąż żywym zainteresowaniu wersjami filmowymi świadczy i fakt, że własnie wydano po raz pierwszy na DVD ekranizację z roku 1944 z Orsonem Wellsem i Joan Fontaine (na rynku niemieckim będzie w czerwcu). Do premiery filmu zamierzam nadgonić braki znajomości wcześniejszych wersji, po dawnych już zachwytach wersjami Franco Zeffirelli (1996), Sandy Welch (2006), Roberta Young (Ciaran Hinds 1997) planuję obejrzeć seriale z lat siedemdziesiątych (S.Cusack) i osiemdziesiątych (T.Dalton), mając nadzieję, że na czas seansu uda mi się wyłączyć poczucie humoru.
Update:
Swiatowa premiera Jane Eyre 2011 przewidziana jest na 11 marca 2011. Film ma jak na razie ograniczenia wiekowe PG-13 ze względu na "sceny nagości"... Ale zwiastun jest na razie b.o.
Edycja z 10.2.2011
Pierwsze klipy :
Więcej klipów klik tu , klik tutaj i tez klik tutaj. Jeszcze jeden TUTAJ
Nowe zdjęcia klik tu.
Premiera w Niemczech przewidziana na 8.9.2011, pewnie w Polsce będzie w podobnym czasie :(
Pojawiły sią też rozmaite wywiady i tzw.B-rollki :
B-roll nr 1 ,B-roll nr 2, B-roll nr 3, B-roll nr 4.
(to zdjęcie pochodzi z tego artykułu)
Ta obsada rokuje calkiem udane przedsięwzięcie: Rolę Rochestera dostał Michael Fassbender rezygnując tym z roli Heathcliffa w mającej rozpocząć się właśnie na dniach ekranizacji Wichrowych Wzgórz
Rolę Jane Eyre otrzymała Mia Wasikowska, którą większość już zna z najnowszej "Alicji w Krainie Czarów", ja natomiast -tylko- z rewelacyjnego serialu " In Treatment", (o którym po pierwszym sezonie śmiem powiedzieć, że jest najlepszym serialem, jaki kiedykolwiek w życiu widzialam i) w którym Mia miała okazję wykazać się świetnym warsztatem aktorskim.
Reżyserią zajmuje się Cary Fukanaga, którego autorskie "Sin nombre" dopiero teraz trafiło na ekrany kin niemieckich. W wywiadach na temat Jane Eyre obiecuje opowieść gotycką, dużo "ciemniejszą" niż dotychczasowe.
Prace filmowe rozpoczęły się pod koniec marca i na pewno przyjdzie nam czekać do końca roku na premierę, ja mam tylko nadzieję, że film zostanie ukończony bez żadnych komplikacji, jakie towarzyszyły i nadal towarzyszą ekranizacji życia sióstr Bronte; zamierzenia z roku 2008 , zamierzenia na 2011 i stan obecny(?).Na pociechę mozna znaleść na youtubie francuską wersję z 1979 " Siostry Bronte " (Les soeurs Brontë) z napisami hiszpańskimi , anielskojęzyczną dokumentację BBC " In search of Bronte" z 2003 z napisami greckimi (oba filmy są niestety nie do zdobycia na rynku) tudzież sięgnąć po poprzednie wersje filmowe Jane Eyre. IMDB informuje, że wersja Fukanagi bedzie już 22 ekranizacją (!), z czego moim zdaniem najmniej trzy są warte obejrzenia. O wciąż żywym zainteresowaniu wersjami filmowymi świadczy i fakt, że własnie wydano po raz pierwszy na DVD ekranizację z roku 1944 z Orsonem Wellsem i Joan Fontaine (na rynku niemieckim będzie w czerwcu). Do premiery filmu zamierzam nadgonić braki znajomości wcześniejszych wersji, po dawnych już zachwytach wersjami Franco Zeffirelli (1996), Sandy Welch (2006), Roberta Young (Ciaran Hinds 1997) planuję obejrzeć seriale z lat siedemdziesiątych (S.Cusack) i osiemdziesiątych (T.Dalton), mając nadzieję, że na czas seansu uda mi się wyłączyć poczucie humoru.
Update:
Swiatowa premiera Jane Eyre 2011 przewidziana jest na 11 marca 2011. Film ma jak na razie ograniczenia wiekowe PG-13 ze względu na "sceny nagości"... Ale zwiastun jest na razie b.o.
Pierwsze klipy :
Więcej klipów klik tu , klik tutaj i tez klik tutaj. Jeszcze jeden TUTAJ
Nowe zdjęcia klik tu.
Premiera w Niemczech przewidziana na 8.9.2011, pewnie w Polsce będzie w podobnym czasie :(
Pojawiły sią też rozmaite wywiady i tzw.B-rollki :
B-roll nr 1 ,B-roll nr 2, B-roll nr 3, B-roll nr 4.
poniedziałek, 3 maja 2010
Partir / die Affäre/ Leaving
Partir / die Affäre/ Leaving
Czy zastanawialiście się kiedyś, jak mogłaby się potoczyć dalej historia Lady Chatterley? Ja w sumie jak dotąd nie ;), ale po spotkaniu z "Partir" myslę, że mogłaby właśnie chociażby i w ten sposób.
Historia tego filmu rozgrywa się współczesnie, jest opowiedziana dość podobnie jak najnowsza wersji "Lady Chatterley " i w prosty sposób pokazuje, że świat nie zmienił się tak dużo mimo osiągniętego w międzyczasie -i tak wyczekiwanego przez D.H. Lawrence'a - wyzwolenia seksualnego. A w tym filmie w naszych wyzwolonych czasach tylko jeden niechciany pocałunek jest w stanie zmienić całe życie bohaterki...
Chociaż wymowa tego filmu jest na wskroś przygnębiająca i chociaż chciałoby się tu i tam nieco pogłębienia wątku czy więcej tła dla bohaterów, to kreacje aktorów (Kristin Scott Thomas, Sergi López i Yvan Attal) są niezaprzeczalnie warte sięgnięcia po ten film...
piątek, 30 kwietnia 2010
Kwiat pustyni - film o życiu Waris Dirie
Kwiat pustyni / Desert Flower / Wüstenblume
Nie czytałam jeszcze autobiografii Waris Dirie, ale po obejrzeniu tego filmu zamierzam to szybko nadrobić. Kiedy czyta się streszczenia fabuły w stylu " jako dziecko pasła kozy w Somalii, uciekła przed przymusowym małżeństwem przechodząc całą pustynię, a teraz jest modelką o międzynarodowej renomie i wspiera ONZ w walce z obrzezywaniem kobiet" to ma się pewnego rodzaju wyobrażenia i o samym filmie i o postaci. Moje akurat okazały się być błędne: film na szczęście nie jest obrazem nieustannej walki, jaką jednostka musi nieustannie toczyć z niechętnym sobie światem, by wykuć sobie swój los, a brutalność świata, w którym musiała dojrzewać nie przewija się przed oczyma widza nieustannie, wręcz przeciwnie ; film w zaskakująco subtelny i delikatny sposób pokazuje małą, zadziwioną światem dziewczynkę ukrytą w ciele dorosłej, atrakcyjnej kobiety; kobiety, której mimo zadanych jej niewyobrażalnie wielkich okrucieństw udaje się zachować i wrażliwość i poczucie własnej godności, której uda się odnaleść w świecie swoje własne miejsce, zaakceptować siebie, by nawet pewnego dnia zacząć pomagać innym uniknąć podobnych krzywd. To brzmi może bardzo prosto, ale życie pokazuje, że ludzie raczej przekazują swoje cierpienia dalej, okaleczając innych w myśl jakże prostej zasady zasady, "skoro ja przez to przeszłam, to ty też musisz"- w tym wypadku okaleczając też fizycznie w imię zasad moralnych.
W filmie jest przedstawiona drastyczna scena obrzezania małej, trzyletniej dziewczynki, a ogladanie tej sceny jest bardzo trudne..Ja nie mogłam jej obejrzeć do końca, a samo wspomnienie tego krzyku bólu malutkiej dziewczynki jest bardzo bolesne...
Mimo to polecam odważyć się obejrzeć "Kwiat pustyni". Miłośniczkom "period drama" obiecuję zaskakujące motylkowe momenty, miłośniczkom mody pełną syboliki scenę na wybiegu, a miłośniczkom kina angielskiego spotkanie z wieloma znanymi i lubianymi twarzami.
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
Effi Briest

Powieści Theodora Fontane "Effi Briest" chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Czterokrotnie już sfilmowana została w zeszłym roku po raz piąty przeniesiona na ekran.
Tytułowa bohaterka jest ukazana tym razem jako świadoma i pewna siebie młoda kobieta- podobnie współcześnie jak bohaterki " Becoming Jane", "Bright Star" czy "Young Victoria". Film koncentruje się tylko na historii małżeństwa Effi, postawiając poza kamerą szereg innych wątków i zmieniając zupełnie zakończenie. Powieść, która swoim realizmem ukazującym - także - dramat kobiet minionych czasów stała na jednej półce z Madame Bovary i Anną Kareniną mogłaby teraz nawet powiewać sztandarem związków feministycznych.
To zmienione zakończenie stwarza jednak swego rodzaju happy end, który pociesza na moment umęczonego widza;) Jeśli komuś nie przeszkadzają niedociągnięcia w odtwarzaniu zachowań z epoki (zwłaszcza w etykiecie), kostiumach, scenografii i nie jest zagorzałym zwolenikiem wiernych adapcji literatury, może spokojnie sięgnąć po ten film odpoczywając przy obrazach wydm morskich.
Tytułowa bohaterka jest ukazana tym razem jako świadoma i pewna siebie młoda kobieta- podobnie współcześnie jak bohaterki " Becoming Jane", "Bright Star" czy "Young Victoria". Film koncentruje się tylko na historii małżeństwa Effi, postawiając poza kamerą szereg innych wątków i zmieniając zupełnie zakończenie. Powieść, która swoim realizmem ukazującym - także - dramat kobiet minionych czasów stała na jednej półce z Madame Bovary i Anną Kareniną mogłaby teraz nawet powiewać sztandarem związków feministycznych.
To zmienione zakończenie stwarza jednak swego rodzaju happy end, który pociesza na moment umęczonego widza;) Jeśli komuś nie przeszkadzają niedociągnięcia w odtwarzaniu zachowań z epoki (zwłaszcza w etykiecie), kostiumach, scenografii i nie jest zagorzałym zwolenikiem wiernych adapcji literatury, może spokojnie sięgnąć po ten film odpoczywając przy obrazach wydm morskich.
Polonica: film był również kręcony w Polsce, niestety nie znalazłam informacji gdzie dokładnie, ale zgaduje, że - jak powinien był być- w Swinoujsciu.
Stronka orginalna - zdjęcia, niewiele treści ;)
Stronka orginalna - zdjęcia, niewiele treści ;)
czwartek, 8 kwietnia 2010
A single Man- Samotny mężczyzna
A single Man /Samotny mężczyzna
O tym filmie mówiło się już sporo. Debiut reżyserski Toma Forda znanego -innym - ze świata mody przyjęto początkowo ze zrozumiałym sceptycyzmem, który szybko zalała fala nagród i pochwał. Powstał film zdecydowanie autorski, osobisty. Oparty o nowelkę Christophera Isherwooda (u nas znanego z ekranizacji innej noweli - Kabaret) odziaływuje na widza niesamowitą wizją współczesnej estetyki przeniesionej w lata sześćdziesiąte.
O tym filmie mówiło się już sporo. Debiut reżyserski Toma Forda znanego -innym - ze świata mody przyjęto początkowo ze zrozumiałym sceptycyzmem, który szybko zalała fala nagród i pochwał. Powstał film zdecydowanie autorski, osobisty. Oparty o nowelkę Christophera Isherwooda (u nas znanego z ekranizacji innej noweli - Kabaret) odziaływuje na widza niesamowitą wizją współczesnej estetyki przeniesionej w lata sześćdziesiąte.
"Kochankowie są jak autobusy, trzeba tylko odpowiednio poczekać, aż przyjedzie następny"- mówi nowo poznany mężczyzna do bohatera, dla którego życie straciło sens po śmierci partnera. Humor i dramat mieszają się ze sobą, przechodząc w trwałą melancholię, a obrazy i muzyka pogłębiają ten stan w zaskakująco niedepresyjny sposób.
To jeden z tych filmów, które godzą nas, widzów na moment ze światem. Nawet jeśli nas nie przemieniają, pozostaje wrażenie, że na krótką chwilę ruchome puzzle złożyło się w całość i zdradziło swoja zawartość w postaci symbolu smiley :)
Muzyka współautorstwa naszego rodaka Adama Korzeniowskiego (teraz: Abel Korzeniewski) jest warta wiecej niz wspomnienia, podobnie jak i rewelacyjna gra Colina Firtha, który ma w tym filmie chyba rolę swojego życia.
Przepiękny film, a czy mądry lub dobry- to pozostaje samemu ocenić, najlepiej w kinie. Mi bardzo przypominał "Elegię (Elegy)". Tik ,tak, tik, tak... przemijamy...Film spojrzeń
Przepiękny film, a czy mądry lub dobry- to pozostaje samemu ocenić, najlepiej w kinie. Mi bardzo przypominał "Elegię (Elegy)". Tik ,tak, tik, tak... przemijamy...Film spojrzeń
wtorek, 30 marca 2010
DeUsynlige/ Zniknięcie / Troubled Water
"Czy jest naiwnoscią wierzyc, ze zło może doprowadzic do czegos dobrego ?""Zniknięcie" jest jednym z tych filmow, ktore najlepiej oglada sie bez czytania wczesniejszych recenzji i bez duzej znajomosci fabuły pozwalając sie wciagnac w rytm opowiesci. Ja niestety przeczytalam przedtem chyba nieco za duzo :) Film warto zobaczyc mimo pewnych niedociagniec i pospiechu zakonczenia; jest jednym z tych, ktore oddzialowywuja na widza duzo wiecej dzwiękiem i obrazami pełnymi symboli niz zdaniami zapadającymi w pamięc, chociaz te akurat probują się zmierzyc z tematami przebaczenia i winy, odpowiedzialnosci i odkupienia...
Tytuł angielski "Troubled Water" nawiazuje do utworu Simona i Garfunkela "Bridge over troubled water", ktory słyszymy w filmie w wersji na organy. Muzyka w "Zniknięciu" symbolicznie niesie caly cieżar tego filmu i juz ona sama jest powodem, zeby polecic ten film gorąco kazdemu, komu podobaly sie "Kocham cię od tak dawna ( Il y a longtemps que je t'aime)" czy "Jabłka Adama".
Na stronce orginalnej filmu mozna obejrzec dwa trailery jednoczesnie ( z perspektywy obu bohaterow), a tutaj posluchac fragmentow utwor organowych autorstwa Ivera Kleive.
piątek, 19 marca 2010
Geliebte Clara
Historia zycia Clary Schumann warta jest i powiesci i dobrego filmu. Genialna pianistka juz od dziecinstwa wystepowala publicznie poznajac nuty duzo wczesniej niz litery alfabetu. Uznana nawet na cesarskim dworze musiala walczyc z wlasnym ojcem ponad rok w sadzie o pozwolenie na poslubienie swojej wielkiej milosci, Roberta Schumanna. Pozniejsze lata malzenstwa przyniosly parze wiele sukcesow artystycznych, by zostac ostatecznie przycmione postepujaca choroba psychiczna Roberta (prawdopodobnie skutki syfilisu). W domu rodzinnym Schumannow zamieszkal mlody kompozytor Johannes Brahms, mlodszy od Clary o lat czternascie, a charakter zwiazkow w tym trojkacie zajmuje biografow do dzisiaj. Robert Schumann zmarl w szpitalu psychiatrycznym, a po jego smierci zakonczyl sie tez zwiazek Clary z Brahmsem. Pozniejsze lata zycia Clary wypelnily i pelne sukcesow koncerty w calej Europie i wspaniale przyjaznie.Niestety film Helmy Sanders-Brahms z roku 2008 nie wykorzystuje potencjalu takiej biografii. Wlasciwie wszystko w tym filmie mogloby byc lepsze - i montaz i zdjecia i nawet oswietlenie, nie wspominajac o niedopracowanym scenariuszu i nieobecnej rezyserii, a wtedy bylby to zwyczajny, przecietny filmy z dobra muzyka. Niestety tak nie bylo. Polecam jakakolwiek lekture przy muzyce Schumanna czy Brahmsa. Filmu zdecydowanie nie polecam.
czwartek, 11 marca 2010
Biała wstążka. Das weiße Band - eine deutsche Kindergeschichte
W podtytule: niemiecka opowiastka dla dzieci. Okreslenie jest uzyte oczywiscie w sensie "opowiesc o dzieciach", co jednak nie odbiera goryczy temu podwojnemu znaczeniu. Tytulowa biala wstazka jest symbolem niewinnosci wlasciwej temu wiekowi, nosza je jednak tylko niegrzeczne dzieci, ktore tak napietnowane maja o tej niewinnosci pamietac.Akcja filmu rozpoczyna sie w roku 1916, a dzieci, o ktorych toczy sie opowiesc to pokolenie tych, ktorzy wespra pozniej Hitlera. Autorem filmu jest Michael Haneke (boje sie go z kazdym rokiem coraz bardziej), a sam film zostal nakrecony w konwencji czarno- bialej, statycznie, surowo i niemalze bez muzyki. Ten dobor srodkow jest bardzo trafny i na mnie zrobil bardzo silne wrazenie- wiele scen dzieje sie za zamknietym drzwiami, ktore my tylko obserwujemy dosluchujac odglosow; brutalnosc i okrucienstwo dostepne widzowi rozgrywa sie na glownie na plaszczyznie wypowiadanych slow. Nawet fryzury i stroje bohaterow mozna opisac jako sciagniete i dosznurowane niemalze przemoca. Bo o tym wlasnie jest ten film: przemoc rodzi przemoc. Czy ta przemoc jest umotywana starotestamentarnie, czy sadystycznie, czy wynika z wlasnej bezradnosci czy z niemoznosci okazania wlasnych uczuc, to ostatecznie nie odgrywa zadnej roli.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































