Motto
Najpiękniejsze morze jeszcze nieujrzane
Najpiękniejsze dziecię śni jeszcze w kołysce,
Dni, te najpiękniejsze, są jeszcze przed nami,
A to, co chciałem ci powiedzieć, to najpiękniejsze
jeszcze niewypowiedziane.
(tłum.własne wiersza Nâzım Hikmet)
Najpiękniejsze dziecię śni jeszcze w kołysce,
Dni, te najpiękniejsze, są jeszcze przed nami,
A to, co chciałem ci powiedzieć, to najpiękniejsze
jeszcze niewypowiedziane.
(tłum.własne wiersza Nâzım Hikmet)
niedziela, 6 lutego 2011
Wyniki konkursu
Do konkursu zgłosiły się aż 32 osoby. Cieszę się niezmiernnie, że przy tej okazji dane mi było trochę rozświetlić tę ponoć anonimową pustkę internetu i móc połączyć kliknięcia z realnymi osobami z krwi, kości i avatarów :). Dziękuję wszystkim raz jeszcze za miłe słowa i życzenia., moje obawy przeczytania komentarza " a to szkoda,w sumie to wolałbym/wolałabym film " okazały się być płonne :)
Cieszę się niezmiernie z nowych znajomości. Kilkakrotnie w mailach zasugerowano mi wymianę książek. Pomysł przypadł mi do gustu, zaczęlam właśnie pracować na nową stoną ( zakładki na samej górze) z odnośnikami do książek na wymianę, oddanie lub do wypożyczenia i mam nadzieję wkrótce móc zaoferować dużo więcej. Jak na razie skopiowałam tylko tytuły wpisane już na blogspotcie.
Na kilku blogach widziałam też ciekawy pomysł na loterię " przekaż książkę dalej", czyli coś w rodzaju bookcrossingu dla blogowiczów, myślę że i w mojej bibliteczce znajdzie się kilka pozycji nadających się do tego rodzaju zabawy w przyszłości..
Losowanie odbyło się w gorączkowej atmosferze ( maszyna losująca chyba będzie mieć grypę :( ), a szczęśliwy los wyciągnęła Szprotka
dla :
Dziękuję wszystkim uczestnikom, a zwyciężczyni gratuluję i proszę o kontakt przez maila ( moje namiary na stronie "o mnie ") ...
Zapraszam wszystkich ponownie na bloga.
niedziela, 30 stycznia 2011
Ludzie Boga
Czegoś takiego już dawno nie przeżyłam. Zdarzalo mi sie w tygodniu premierowym natrafić na pełną salę kinową, ale byly to zwykle filmy dla tak zwanej szerokiej publiczności. Film " Ludzie Boga "- o jakby wydawałoby sie raczej mało atrakcyjnym temacie codziennego życia katolickich mnichów - jest w moim niemieckim mieście wyświetlany już od przeszło miesiąca i nie spodziewalam sie, że zastanę salą wypełnioną do ostatniego miejsca, a ci , którzy przybędą do kina po mnie zdecydują się nawet na spędzenie wieczoru na stojąco opierając sie o ławę barową kasy (krzesełka barowe tez zostaly zajętę). Trudno się dziwić, że początkowe dyskusje wszystkich zebranych toczyły się wokół przepisów przeciwpożarowych. Reklamy na plakatach "Sensacyjny sukces: ponad 3 miliony widzów w samej Francji" powinnam była potraktować bardziej informacyjnie.
Film relacjonuje prawdziwą historię małej wspólnoty trapistów z Tibhirine, klasztoru w górach Atlasu, w Algierii. W roku 1996 siedmiu z nich zostalo uprowadzonych z klasztoru, a po dwóch miesiącach zostały odnalezione tylko ich glowy. Okoliczności śmierci nie zostały do dzisiaj wyjaśnione i mimo, że do tego czynu przyznała sie jedna z organizacji terrorystycznej podejrzenia rozciągają się nawet i na rząd.
Autorzy filmu jednak nie podjeli tematu poszukiwania winnych, ich film jest hołdem dla zmarłych i skrupulatnie odtwarza codzienne życie zakonników w warunkach pojawiającego się zagrożenia. Zyjąc pod nieustanną groźbą śmierci jaką decyzję powinno się podjąć będąc odpowiedzialnym za siebie, zakon/rodzinę i tyle innych osób? Francuscy mnisi mogą zawsze powrócić do swojego rodzinnego kraju, jednak ludzie, którymi się opiekują, nie mają dokąd uciec.
Film zdecydowanie nie jest ani antyislamski, ani antyreligijny, nie zajmuje się rozstrząsaniem problemów politycznych, a jedyna brutalna scena pojawia się krótko w pierwszej części Przemoc jest owszem tematem tego filmu, lecz nie jest eksponowana wizualnie. Jeśli ktoś się spodziewa dzieła rodzaju "Shooting dogs", to może się rozczarować, realizacja "Ludzi Boga" dużo bardziej przywodzi na myśl "Wielką ciszę".
Wielką siłą tego filmu jest fakt, że można go oglądać na bardzo wielu poziomach uczuć i zrozumienia. Osoby niewierzące odnajdą w nim wiele głębokich myśli i symboli humanistycznych. Osoby religijne mogą go przeżyć w świetle daleko idących odwołań chrześcijańskich.
Gorąco, gorąco polecam. (mimo zmiany polskiego tytułu z " O ludziach i bogach / Des hommes et des dieu "na "Ludzie Boga"; )
![]() |
| zdjęcie archiwalne |
Na stronie internetowej filmu dokumentalnego z roku 2006 p.t. "Le testament de Tibhirine" można też zapoznać się z dokumentami archiwalnymi. Rzeczywistość wyłaniająca się z tamtych zdjęć zdaje się być jeszcze bardziej surową, niż ta przedstawiona w filmie...
wtorek, 25 stycznia 2011
Kandyzowane urodziny bloga, czyli coś do wygrania
Rok temu opublikowałam pierwszą notkę. Było to tłumaczenie z niemieckiego Bright Star - Jasna Gwiazda. Pierwszy wstęp Jane Campion do zbiorku poezji i listow Johna Keatsa powstałe z fascynacji filmem "Jaśniejsza od gwiazd". I chociaż ten pierwszy post poddawany był jeszcze licznym obróbkom i eksperymentom przez kolejne dwa miesiące, to jednak ta data już pozostanie już tą oficjalną rocznicową..
Prowadzić bloga jest wielce ciekawym doświadczeniem. Muszę w tym momencie bardzo serdecznie podziękować blogowiczom za tak miłe i szybkie przyjęcie mnie do swojego grona. Przez pierwsze miesiące nie posiadałam jeszcze żadnego licznika, a i blogger nie oferował żadnych statystyk, toteż odkrywanie własnego bloga na listach innych było bardzo zaskakujące. Jak teraz wiem (i sama z braku czasu też stosuję,) nawet regularne czytanie bloga nie oznacza jeszcze zamieszczania na nim komentarzy. :) Niepisane reguły życia blogowego są pełne niespodzianek, a mnie niezmiernie ucieszyło odkrycie współpracy międzyblogerskiej - czy to w formie wyzwań, (których osobiście nie traktuję wedle nazwy;)), czy czasopisma internetowego tworzonego przez blogowiczów Archipelag.
Statystyka bloggera informuje, że nadal największą popularnością cieszą się posty o Johnie Keatsie. Osoby poszukujące o nim informacji trafiając tu pozostają dłużej na blogu i mam nadzieję, że jeśli spędzają na nim - według statystyk - około półtorej godziny, to może też znajdują to, czego poszukiwały. Natomiast na pewno zupełnym rozczarowaniem musiało być trafienie poprzez google do mnie tych osób poszukujących :
Drogi google są pełne tajemnic.Te osoby oczywiście nie spędziły u mnie nawet minuty, co rozumiem. Mam tylko nadzieję, że może ta ostatnia osoba znalazła u mnie to, czego szukała.
Co też chciałabym uświetnić małym losowaniem. Moją pierwszą myślą było podarować egzemplarz " Jaśniejszej od gwiazd", jako że od tego filmu wszystko się zaczęło i jest to jednocześnie jedyne na rynku dostępne wydanie Keatsa, niestety.. Ale przybywanie wsród blogów czytelniczych nauczyło mnie, że żaden film nie jest w stanie konkurować z książką:)
Mam zatem nadzieję, że biografia rodziny Brontë " Na plebanii w Haworth" autorstwa Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej ( ufundowana przez moją rodzinę) będzie równie atrakcyjna.
Wystarczy wpisać się w komentarzach poniżej.
Jeśli ktoś zechce zamieścić informację na swoim blogu, będzie mi bardzo miło, ale nie jest to konieczne. Mając ochotę tylko wpisać się jubileuszowo i nie będąc zainteresowanym tą książką, wystarczy dodać w komentarzu BK, czyli bez książki. (Co ucieszyłoby mnie jako reguła przy postach recenzujących książkę i łączących sią z loterią. Sama kilkanaście już razy rezygnowałam z komentowania takiego postu nie bądąc zainteresowana nagrodą i nie chcąc odbierać innym szansy nań, a nie mając zwykle czasu na dopisywanie kilku grzecznych zdań wyjaśniających, dlaczego to chcę tylko porozmawiać o książce, ale jej samej już nie chcę. Wiem, prowadzę typowo skomplikowane babskie życie. ) Ale mam nadzieję, że większość będzie jednak zainteresowana :).
Po moich innych doświadczeniach z internetem muszę dodać, że bardzo mnie cieszy odkrycie świata blogów. Jest wielce pocieszające, iż nadal istnieją i wciąż powstają takie miejsca, których autorzy potrafią wyrażać swoje myśli i emocje bez sięgania po słowa wulgarne. Rzecz tak oczywista dla wielu tu osób, że taka wzmianka może być zaskoczeniem. Co mnie niezwykle cieszy. Pozwólcie mi na odrobinę patosu, drodzy blogowicze, gdyż chcę wam podziękować za tę oczywistą, codzienną kulturę słowa. Wasze motywowanie do dalszego rozwoju, chęć dzielenia się własnymi odkryciami, wskazywanie, co dobre, inspirujące albo przynajmniej ciekawe ;) wraz z dbałością o język polski powoduje, że stwarzacie miejsca, do których chce się wracać. Przede mną jeszcze długa droga, jeśli chodzi o nadrabianie braków czytelniczych, ale przynajmniej mam się od kogo uczyć! Zatem - dziękuję, zapraszam do loterii i zachęcam was do dalszej pracy!
![]() |
| Smacznego! Częstuję czekoladkami Thorntons! ( ta nazwa wywoła skojarzenia zapewne tylko wsród znających "Północ- Południe") |
Statystyka bloggera informuje, że nadal największą popularnością cieszą się posty o Johnie Keatsie. Osoby poszukujące o nim informacji trafiając tu pozostają dłużej na blogu i mam nadzieję, że jeśli spędzają na nim - według statystyk - około półtorej godziny, to może też znajdują to, czego poszukiwały. Natomiast na pewno zupełnym rozczarowaniem musiało być trafienie poprzez google do mnie tych osób poszukujących :
pynchon na dzień sądu
serial z muppetami dvd
rychard armitage i jego kobiety
wiersze związane stop dopalaczom
najpiękniejsze motta w języku włoskim
przez jakie u pisze sie lód
Drogi google są pełne tajemnic.Te osoby oczywiście nie spędziły u mnie nawet minuty, co rozumiem. Mam tylko nadzieję, że może ta ostatnia osoba znalazła u mnie to, czego szukała.
Kim jesteś, drogi czytelniku?
Czy masz może jakieś oczekiwania od "Pemberley jest tutaj"? Dzięki komentarzom udało mi się porozmawiać tutaj z kilkudziesięcioma osobami i jest mi bardzo miło, że część z nich nadal tu powraca :) Jak dotąd poznałam tylko jedną blogerkę w świecie realnym (Dot z Czystej przestrzeni), a dzięki statystykom wiem też, że odwiedza mnie całkiem spora ilość czytelników z Niemiec, jednak prócz Anny z Berlina nie znam jeszcze nikogo. Także większość stałych czytelników (nawet tych abonujących tego bloga) pozostaje nadal tajemiczo anonimowa. Może dzisiejszy wpis byłby dobrą okazją, żeby się poznać?Co też chciałabym uświetnić małym losowaniem. Moją pierwszą myślą było podarować egzemplarz " Jaśniejszej od gwiazd", jako że od tego filmu wszystko się zaczęło i jest to jednocześnie jedyne na rynku dostępne wydanie Keatsa, niestety.. Ale przybywanie wsród blogów czytelniczych nauczyło mnie, że żaden film nie jest w stanie konkurować z książką:)
Mam zatem nadzieję, że biografia rodziny Brontë " Na plebanii w Haworth" autorstwa Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej ( ufundowana przez moją rodzinę) będzie równie atrakcyjna.
Wystarczy wpisać się w komentarzach poniżej.
Jeśli ktoś zechce zamieścić informację na swoim blogu, będzie mi bardzo miło, ale nie jest to konieczne. Mając ochotę tylko wpisać się jubileuszowo i nie będąc zainteresowanym tą książką, wystarczy dodać w komentarzu BK, czyli bez książki. (Co ucieszyłoby mnie jako reguła przy postach recenzujących książkę i łączących sią z loterią. Sama kilkanaście już razy rezygnowałam z komentowania takiego postu nie bądąc zainteresowana nagrodą i nie chcąc odbierać innym szansy nań, a nie mając zwykle czasu na dopisywanie kilku grzecznych zdań wyjaśniających, dlaczego to chcę tylko porozmawiać o książce, ale jej samej już nie chcę. Wiem, prowadzę typowo skomplikowane babskie życie. ) Ale mam nadzieję, że większość będzie jednak zainteresowana :).
Losowanie odbędzie się 6.2.
Po moich innych doświadczeniach z internetem muszę dodać, że bardzo mnie cieszy odkrycie świata blogów. Jest wielce pocieszające, iż nadal istnieją i wciąż powstają takie miejsca, których autorzy potrafią wyrażać swoje myśli i emocje bez sięgania po słowa wulgarne. Rzecz tak oczywista dla wielu tu osób, że taka wzmianka może być zaskoczeniem. Co mnie niezwykle cieszy. Pozwólcie mi na odrobinę patosu, drodzy blogowicze, gdyż chcę wam podziękować za tę oczywistą, codzienną kulturę słowa. Wasze motywowanie do dalszego rozwoju, chęć dzielenia się własnymi odkryciami, wskazywanie, co dobre, inspirujące albo przynajmniej ciekawe ;) wraz z dbałością o język polski powoduje, że stwarzacie miejsca, do których chce się wracać. Przede mną jeszcze długa droga, jeśli chodzi o nadrabianie braków czytelniczych, ale przynajmniej mam się od kogo uczyć! Zatem - dziękuję, zapraszam do loterii i zachęcam was do dalszej pracy!
sobota, 15 stycznia 2011
Reminiscencje amsterdamskie
Udało nam się pojechać na jedną noc do Amsterdamu. Po piętnastu latach mały kosmos rowerów i kanałów zdawał się być tym samym, chociaż ludzie byli nie do rozpoznania. Czy to ja się tak zmieniłam, czy Holendrami tak wstrząsnęła smierć Theo van Gogha, że nie odnajdowywałam nigdzie tej wolności "ubrań i uśmiechów" podkreślających zwykle przekroczenie granicy niemiecko-holenderskiej? Tym razem nie miałam tak intensywnego wrażenia opuszczenia Niemiec i gdyby nie krótki wizyta w dzielnicy chińskiej, gdzie nawet nazwy ulic są dwujęzyczne, pewnie powróciłabym do domu bez tego uczucia egzotycznej odmienności świata poza moimi codziennymi troskami i radościami ;) A wiarę w bezgraniczny luz Holendrów przywrócili mi ostatecznie policjanci, którym nie chciało sie nawet gwizdać na jeżdzących po peronach rowerzystów. Kilka zdjęć "dzielnie na rowerze" zamieściłam tutaj.
Spędziliśmy znów pięć godzin w Muzeum Van Gogha niebezpiecznie pogłębiając melancholijną radość urlopu bez dzieci. Byliśmy tutaj piętnaście lat temu jeszcze jako para zainteresowanych sobą znajomych, naśmiewając się wtedy nieco z ironii trupiej czaszki z papierosem czy nieporadnych naśladownictw liter chińskich, ale i pozostając pod dużym wrażeniem obrazów boleśnie ukazujących skotłowanie duszy tego nieszczęśliwego artysty. Teraz jednak dużo bardziej przemawiały do nas płótna próbujące zatrzymać na chwilę czas, tak jak to właśnie chcieli impresjoniści.
Przy powyższym obrazie " Zniwiarz na polu pszenicy" ("Wheat Fields with Reaper at Sunrise" F 618) zasmucił mnie jego opis zaczerpnięty z listówVincenta do brata Theo . "In this reaper - a vague form fighting like a demon to finish his work of the day - I then saw the image of the death in the sense that humanity represents the corn that has to be reaping. But there's not sadness in this death, this one takes place in broad daylight with a sun flooding everthing with light of pure gold".
Pojechaliśmy do Amsterdamu świętować kolejne urodziny (jak to ładnie mówią Niemcy, właśnie wyzerowałam), toteż rozważania o śmierci były w sumie jak najbardziej na miejscu ;)
Brak czasu ( urlop był tylko na jedną noc) nie pozwolił nam rzucić okiem na najpóźniej odkrytego Caravaggio wystawianego obecnie w domu Rembranta, toteż cieszyliśmy się pobytem w mieście z zaskoczeniem dostrzegając i tutaj ulubione zielone papugi żyjące na wolności. Doniesieniom o ociepleniu globalnym jest coraz trudniej zaprzeczać:)
Mimo ciepła ten rok będzie dla mnie kolejnym trudnym, jako że moi chłopcy przestali właśnie sypiać po południu, a do przedszkola pójdą dopiero we wrześniu. Moja prywatna chwila popołudniowa poświęcana z całą świadomością egoizmu ( "tylko wypoczęta mama jest dobrą mamą") na czytanie, pisanie i poszukiwanie przepisu na najlepsze ciasto świata została mi już chyba niedwołanie odebrana, a ja muszę teraz wymyślić kolejny program "duchowego przeżycia na standby".Jak tu przemienić się w rannego ptaszka będąc nocnym markiem i to regularnie pozbawianym snu?
Może ktoś ma jakąś cennę sugestię genialnej organizacji czasu pozbawioną pomysłu sprzedania dzieci na allegro?
Spędziliśmy znów pięć godzin w Muzeum Van Gogha niebezpiecznie pogłębiając melancholijną radość urlopu bez dzieci. Byliśmy tutaj piętnaście lat temu jeszcze jako para zainteresowanych sobą znajomych, naśmiewając się wtedy nieco z ironii trupiej czaszki z papierosem czy nieporadnych naśladownictw liter chińskich, ale i pozostając pod dużym wrażeniem obrazów boleśnie ukazujących skotłowanie duszy tego nieszczęśliwego artysty. Teraz jednak dużo bardziej przemawiały do nas płótna próbujące zatrzymać na chwilę czas, tak jak to właśnie chcieli impresjoniści.
Przy powyższym obrazie " Zniwiarz na polu pszenicy" ("Wheat Fields with Reaper at Sunrise" F 618) zasmucił mnie jego opis zaczerpnięty z listówVincenta do brata Theo . "In this reaper - a vague form fighting like a demon to finish his work of the day - I then saw the image of the death in the sense that humanity represents the corn that has to be reaping. But there's not sadness in this death, this one takes place in broad daylight with a sun flooding everthing with light of pure gold".
Pojechaliśmy do Amsterdamu świętować kolejne urodziny (jak to ładnie mówią Niemcy, właśnie wyzerowałam), toteż rozważania o śmierci były w sumie jak najbardziej na miejscu ;)Brak czasu ( urlop był tylko na jedną noc) nie pozwolił nam rzucić okiem na najpóźniej odkrytego Caravaggio wystawianego obecnie w domu Rembranta, toteż cieszyliśmy się pobytem w mieście z zaskoczeniem dostrzegając i tutaj ulubione zielone papugi żyjące na wolności. Doniesieniom o ociepleniu globalnym jest coraz trudniej zaprzeczać:)
Mimo ciepła ten rok będzie dla mnie kolejnym trudnym, jako że moi chłopcy przestali właśnie sypiać po południu, a do przedszkola pójdą dopiero we wrześniu. Moja prywatna chwila popołudniowa poświęcana z całą świadomością egoizmu ( "tylko wypoczęta mama jest dobrą mamą") na czytanie, pisanie i poszukiwanie przepisu na najlepsze ciasto świata została mi już chyba niedwołanie odebrana, a ja muszę teraz wymyślić kolejny program "duchowego przeżycia na standby".Jak tu przemienić się w rannego ptaszka będąc nocnym markiem i to regularnie pozbawianym snu?
![]() |
| zdjęcie zrobione z szóstego piętra kawiarni Metz & Co. |
sobota, 8 stycznia 2011
Styczniowe premiery w kinach Arthouse
W niemieckich kinach karnawałowo:
- "Made in Dagenham", które niemiecki dystrubutor zatytułował jakże po niemiecku" We want sex".
- "Czarny łabędź" / "Black Swan", czyli Aronofsky łabędź nadchodzących oskarów.
- "Howl" - film o Allenie Ginsbergu. Mam nadzieję, że polski tytułem będzie jednak "Skowyt"
- "Kolejny rok / Another year", czyli najnowszy Mike Leigh.
- Dla miłośników opery : "Hunter's Bride" czyli "Wolny strzelec" Carla von Webera w wersji nie scenicznej, lecz fabularnej osadzonej w czasie i miejscach twórczego działania autora opery.
- "Satte Farben vor Schwarz" -film debiutancki warty wzmianki ze względu na miejsce akcji rozgrywającej się w Düsseldorfie.
- "Tamara i mężczyźni / Tamara Drewe" ekranizacja komiksu Posy Simmonds opartego na powieści T. Hardego " Z dala od zgiełku". Podobno dużo lepsza niż taki opis by zapowiadał. Zdolności rysunkowe p. Posy Simmonds powinny być miłośniczkom BBC znane z czołówki "Cranford".
Widziałem najlepsze umysły mego pokolenia zniszczone szaleństwem, głodne histeryczne nagie...
![]() |
| kadr z filmu "Tamara Drewe", obok mopsa Dominic Cooper |
czwartek, 30 grudnia 2010
Sylwester w Niemczech
| Zmęczonym zimą posyłam dzisiejsze zdjęcie zaczynającego właśnie kwitnąć migdałowca |
Zatem życzę sobie i Wam, Drodzy Blogowicze lepszego roku 2011.
Nie będę was obdarzać niemieckimi świnkami z marcepanu, figurkami kominiarza czy zestawem czterolistnych koniczynek, które zabiera się na niemieckie imprezy noworoczne.( Sama miast uczestniczyć w takowej zamierzam wreszcie skorzystać z bliskości Tokio nad Renem i jeśli się uda, może uderzyć w dzwon w świątyni buddyjskiej. )
Proponuję za to krótki (18-minutowy) skecz figurujący w ksiądze rekordów Guinessa z racji największej ilości powtórek. Od 1963 co roku w Sylwestra wszystkie państwowe stacje w Niemczech (dwie główne i dziewieć regionalnych) nadają najmniej dwukrotnie (każda!) angielskojęzyczny skecz " Dinner for one" wyprodukowany przez ..Niemców. Niemcy, którzy dubbingują praktycznie wszystko, niekiedy nawet i wywiady, sami nakręcili skecz w innym języku i tak oglądają go rok w rok (niekiedy posiłkując się i napisami ).
Zycie jest pełne niespodzianek, a kwestia " The same procedure as last year?" " The same procedure as every year!" nieodwracalnie związana jest z wchodzeniem w Nowy Rok...
Do zobaczenia w 2011.
Nowy Archipelag, nowe wyzwanie
Gratuluję blogowiczkom kolejnego osiągnięcia - trzeci numer Archipelagu poświęcony miastom jest już do pobrania TU.
Chcę też zachęcić wszystkie nieumiejące odnaleźć snu nocne marki do wspólnego czytania nocą- Padma rzuciła właśnie nowe wyzwanie Od zmierzchu do switu trwające do najkrótszej nocy nadchodzącego roku ( czyli 21 czerwca 2011).
Chcę też zachęcić wszystkie nieumiejące odnaleźć snu nocne marki do wspólnego czytania nocą- Padma rzuciła właśnie nowe wyzwanie Od zmierzchu do switu trwające do najkrótszej nocy nadchodzącego roku ( czyli 21 czerwca 2011).
piątek, 24 grudnia 2010
Spokojnych Swiąt
sobota, 11 grudnia 2010
Grudniowe premiery w kinach Arthouse
- Ludzie Boga/ Von Menschen und Göttern / Des Hommes et des Dieux - Grand Prix tegorocznego festiwalu w Cannes
- W drodze do domu /Home for Christmas/hjem til jul - Norwesko-szwedzko-sebsko-francusko-niemiecka opowieść wigilijjna
- "Drei", czyli po polsku "3" najnowszy film Tomasza Tykwera w wersji kameralnej. On i ona zakochują sie jednocześnie w tym samym mężczyźnie.
- Pewien dżentelmen /En ganske snill mann /Ein Mann von Welt -czarna komedia gangsterska, czyli niekoniecznie bajka dla mnie, ale po przeczytaniu niemieckiej recenzji z "Biograph" poczułam się dość rozbawiona. Pozwolę sobie przytoczyć fragmenty (tłum.własne):
" Wielki specjalista od czasu Andrzej Tarkowski nakazał w jednym z swoich filmów aktorom jeździć nieustannie w kołko, by zobrazować przemijanie godzin. W filmie Hansa Petera Molanda morderca Ulrik (Stellan Skargråd) zauważa upływ dwunastu lat, kiedy po wyjściu z więzienia w wszystkich knajpach obowiązuje zakaz palenia. Moland małymi szczegółami zwraca uwagę na obraz całości. Pierwsza kwatera Ulrika na wolności niewiele różni się od celi więziennej. Jego telewizor odbiera tylko polskie programy, które Ulrik ( Norweg) śledzi z pełną uwagą nie dbając o brak napisów. W końcu świat sam w sobie jest też niezrozumiały i trzeba go brać takim, jaki jest, nawet jeśli jest po polsku. (...) Pozy gangsterskie i otrzeżwiające wymagania, jakie stawia przed bohaterem codzienność przypominają styl Aki Kaurimaki. Moland coraz bardziej pozwala swojemu bohaterowi przebudzać się do życia (..) W końcu na świecie są rzeczy ciekawsze niż polska telewizja. "Polska telewizja jako symbol tajemnicy egzystencjalnej. Czy ktoś czuje się zachęcony :)?
Hägar Straszliwy© Bulls
sobota, 4 grudnia 2010
Advent, Advent, die erste Kerze brennt...
![]() |
| Najnowszy kalendarz adwentowy firmy Haba : Engelstanz (Anielski taniec) Kojarzy mi się ze strasznym zabieganiem zakupowym ;) |
Jeśli kiedykowiek wyprowadzę się z Niemiec (i wprowadzę oczywiście do Pemberley), to na pewno zabiorę ze sobą kilka tradycyjnych niemieckich zwyczajów wyczekiwania Swiąt Bożego Narodzenia. Ani ja, ani dzieci nie potrafimy sobie wyobrazić tego czasu bez symboliki wieńca adwentowego, emocji kalendarza z 24 drzwiczkami czy atmosfery jarmarku adwentowego. Ten ostatni byłoby raczej trudno zabrać ze sobą do innego kraju, ale wszystko inne każda mama tutaj umie oczywiście zrobić sama. I robi. Rok w rok nowy wieniec, raz na kilka lat w zależności od wieku dzieci i stanu zużycia poprzedniego nowy kalendarz adwentowy. Naprawdę nie wiem, kto co roku kupuje te miliony fabrycznych gotowców z czekoladkami, figurkami szklanymi, kamieniami szlachetnymi, ozdobami z Betlejem czy klockami Lego. Moi znajomi w najgorszym wypadku twórczej niemocy rozwieszają sznurek od prania wzdluż ściany zawieszając na nim 24 różne torebeczki na malutkie, niekiedy też i kupne drobiazgi. Ale na polskiej stronie wikipedii czytam, że w Polsce kalendarze adwentowe najczęściej robią dzieci.? hmm? Dzieci przygotowywują niespodziankę same dla siebie? Czy chodzi o pierwotną wersję okienek z obrazkami, czy może o sławne zestawy pudełek od zapałek? Oj, dawno w kraju nie byłam... :(
| Wallenfels’sches Haus w Gießen (Hesja) udekorowany w formie kalendarza adwentowego. fot. wikipedia |
Początkami kalendarza adwentowego sięgają polowy XIX wieku, ale chcę tym razem napisać o współczesnych i trochę mniej znanych formach tej tradycji, tzw "żywych" lub "żyjących kalendarzach adwentowych" w nowoniemieckim ;) zwanymi też" interaktywnymi". Parafie lub rady miejskie organizują co roku 24 różne miejsca codziennych spotkań, prosząc mieszkańców o zgłaszanie dotsępnych pomieszczeń. W dużych centrach za tego typu miejsca spotkań służą salon fryzjerski i apteka, kiosk ruchu i kwiaciarnia, a w mniejszych także osoby prywatne otwierają drzwi mieszkań. Każdego dnia przed odpowiednim domem figuruje wielka cyfra ogłaszająca i przypadkowym przechodniom, któryż to dzień adwentu właśnie mija. Na tych zwykle krótkich spotkaniach niekiedy się śpiewa, czasami słucha opowieści ( niekoniecznie biblijnej czy nawet chociaż adentowej) i zwykle można się najeść się spekulatiusów lub napić wina grzanego. Zywe kalendarze adwentowe powstały z reakcji na wszechorganizającą komercjalizację świąt i miały służyć wewnętrznemu wyciszeniu. Chociaż w Niemczech akurat przez cały rok nie ma niedziel handlowych i marketing okołoświąteczny zupełnie nie osiąga wymiarów amerykańskich, wołania o powrót do tradycji chyba są głośne w każdym kraju. A żywe kalendarze adwentowe są teraz też i nietypową metodą nawiązywania nowych więzi międzysąsiedzkich:)
![]() |
| Jarmark adwentowy w skansenie pod Hagen |
Oczywiście powszechność kalendarzy w adwencie wykorzystują i duże firmy włączając się w nurt odliczania dziennymi przecenami czy konkursami. Blogowiczów może zainteresować popularność książek (w tym roku szczególnie kryminałów) zawierających 24 opowiadania tudzież internetowe kalendarze wydawnictw książkowych. Polecam stronę internetowego tłumacza Leo tudzież Instytutu Goethego. Instytut swego czasu zorganizował konkurs " Historia przyjażni - moja ulubiona książka", a najlepsze prace zostały opublikowane w wydawnictwie Hueber ( Hueber-Verlag). Teraz w internetowym kalendarzu adentowym Instytutu można codziennie przeczytać jedną - i jak podkreślają autorzy proszący o pozwolenie o kicz- nawet i miłosną historię spotkania z książką. Teksty dostępne są w języku niemieckim i angielskim. Swoją droga, czy spisanie osobistych przeżyć związanych z książkami- towarzyszami na całe życie nie byłby ciekawym pomysłem na kolejny zespołowy blog po polsku?
![]() |
| Wieniec adwentowy na pulp |
Nie mogę nie wspomnieć kalendarzy wiążacych się z przesłaniem Adventu, Bożym Narodzeniem - tak np. wyglądają kalendarze diecezji spirskiej i kościola luterańskiego.
O wieńcu adwentowym, który z kolejną zapalaną świecą coraz bardziej rozświetla mrok, by rozbłysnąć pełnym światłem na Swięto Narodzin Pańskich napiszę chyba już dopiero w przyszłym roku. Tym razem mam propozycję tylko dla odważnych : Adventkranz for PC.
Bardzo serdecznie przepraszam wszystkich miłych ludzi abonujących tego bloga za nieautoryzowany :) post z środy. Wspólna praca nad zdjęciami wraz z dwuletnim blogowiczami okazała się być bardzo pouczającą. Teraz wiem, że któryś z klawiszy po lewej stronie klawiatury ma funkcję publikacji i zapewne kiedyś się jeszcze dowiem, który to dokładnie.Gorąco przepraszam.
Wszystkim życzę radosnego czasu wyczekiwania Swiąt!
Subskrybuj:
Posty (Atom)














